Ocena:
oceń

rozmiar czcionki

|

|

|

|

Wiedza medyczna zrozumiała dla dzieci i zabawna

Ijo, Ijo, dr Orzeszko już jedzie

O książce "Lądowanie Rinowirusów. Przeziębienie" rozmawiamy z jej autorem dr Wojciechem Feleszką

Dr n. med. Wojciech Feleszko, pediatra, immunolog z Kliniki Pneumonologii i Alergologii Wieku Dziecięcego w Szpitalu Uniwersyteckim w Warszawie i zarazem ekspert portalu eBobas.pl

Fot. Archiwum

Dr n. med. Wojciech Feleszko, pediatra, immunolog z Kliniki Pneumonologii i Alergologii Wieku Dziecięcego w Szpitalu Uniwersyteckim w Warszawie i zarazem ekspert portalu eBobas.pl

Agnieszka Usiarczyk: Czy książkowy doktor Orzeszko to pan? Zauważam pewne podobieństwa. Obaj lubicie dzieci, macie z nimi świetny kontakt, jedziecie do nich na wizytę na skuterze. Dr Florenty uwielbia piec ciasta, pan robi konfitury. W pracy używacie małego komputera, w którym macie zapisane nazwy leków, a dzieci w gabinecie dr Feleszki i dr Orzeszki wita Elmo. To nie może być przypadek!

To zbieżność brzmienia nazwisk (śmiech). Może trochę jesteśmy podobni, bo obydwaj pasjonujemy się leczeniem dzieci. Ale ja nie jestem taki melancholijny i zamyślony jak on. No, i o rodzinie Orzeszki niewiele wiemy. Jest prawdziwym lekarzem z powołania, całkowicie oddanym swoim chorym. Zawsze na czas. U mnie z tym trudniej, ponieważ w codziennym życiu bardzo dbam o czas poświęcony moim dzieciom. To w końcu najcenniejsza rzecz, jaką możemy im ofiarować.

 

A czy Florenty lubi oglądać Gregory'ego House'a tak jak pan?

Nie wydaje mi się. House, by go drażnił. House jest neurotycznym, ironicznym cynikiem, natomiast Orzeszko to wzór przyzwoitości I oddania. Orzeszko jest dowcipny i inteligentny, ale nie na tyle, żeby akceptować takie kreatury jak Gregory House.

Co zainspirowało pana do napisania książki o niemal kryminalnej fabule, w której walczą ze sobą banda Rinowirusa i bohaterski pluton Limfocyta? Jak przekłada pan wiedzę medyczną na język i umysł dziecięcy?

Będąc pediatrą, trzeba komunikować się z dziećmi przystępnym i prostym językiem. Wydaje mi się że staram się to robić na co dzień. Na przykład mówię pacjentom, że wirusy to takie małe robale, które trzeba jak najszybciej zatruć, przepędzić, a dzieci kiwają główkami i pomagają mi w wypędzeniu tych obrzydliwości, chętniej przyjmując leki, rozumiejąc konieczność przykrych procedur. Do napisania książki namówiła mnie Marta Lipczyńska-Gil z wydawnictwa Hokus-Pokus. Trafiła do mnie jakiś czas temu ze swoimi synami, którzy bez przerwy chorowali i wygadałem się, że mam za sobą pewne próby literackie. Przeczytała je i zaczęło się. W mojej rodzinie od trzech pokoleń pisze się książki, więc potraktowałem to jako wyzwanie przodków (śmiech). Pisząc swoją książkę, przeniosłem na papier, to w jaki sposób rozmawiam z małymi pacjentami o chorobie.

Nie wystarczy powiedzieć synowi lub córce, że są chorzy i muszą brać leki? Po co wnikać w szczegóły, opisywać, wyjaśniać, przecież kilkulatek i tak niewiele z tego zrozumie i być może nawet nie obejdzie go to.

W przypadku kataru, może nie zawsze trzeba opowiadać na czym polega, ale już gdy dziecko poważniej choruje, powinno wiedzieć, co się z nim dzieje i dlaczego oraz w jaki sposób może pokonać chorobę. Myślę, że każdy, bez względu na wiek, woli wiedzieć na co choruje. Przecież to właśnie nieświadomość rodzi strach. A wiedza ten lęk w jakiś sposób minimalizuje, a może nawet niweluje. Eseje o szamanach Claude’a Lévi-Strauss, klasyka antropologii, mówią o tym, jaką magiczną strukturę budowali szamani w prymitywnych plemionach afrykańskich czy polinezyjskich. Za pomocą magii, tańców transowych, piórka czy kawałka szmatki w ustach, leczyli chorego. Podczas rytuału szaman zagryzał piórko, które brudziło się jego krwią i przykładał usta do ciała chorego udając, że ssie. W ten sposób "wyciągał" z niego chorobę, po czym wrzucał piórko do ognia. Taką strukturę bajkową z wymyślonymi dobrymi i złymi postaciami obudowanymi wokół choroby zastosowałem w książce, tłumacząc dziecku czym jest przeziębienie, katar, wirus i jak sobie z nimi radzić. Z psychologii małego dziecka wiadomo, że dla dziecka świat rzeczywisty i bajkowy przeplatają się ze sobą, dlatego w bajkę wplatam rzeczywistość czyli kroplówki, syropy o zapachu galaretki i starych opon.

 

W jakim wieku dziecko jest już w stanie zrozumieć o czym pan pisze?

Najlepsi czytelnicy to przedszkolaki w wieku od 3-6 lat, choć i dziesięciolatek się zainteresuje tą książką. W zrozumieniu jej bardzo pomagają ilustracje Ignacego Czwartosa, krakowskiego artysty. Niektóre przerażają, inne śmieszą. Zanim książka się ukazała, pokazywałem te ilustracje ciężko chorym maluchom w szpitalu, dawałem im je do kolorowania, potem wieszały je sobie nad łóżkiem. Z tymi obrazkami, łatwiej mi było wytłumaczyć, jak wyglądają wspominane przeze mnie wirusy, robale.

Nie bały się? Czy mówienie dziecku, że ma w brzuchu robale, które trzeba wytruć nie rodzi w nich strachu? Jedna z matek, po przeczytaniu "Lądowania..." odradza lekturę twierdząc, że jej trzylatki przestraszyły się i zaczęły bać chorób. Dzieci mają przecież bujną wyobraźnię i różnie mogą zinterpretować treść jak i ilustracje Czwartosa.

Choroba jest przerażająca i infekcji należy się obawiać. A w książce dobro wygrywa i zasadniczo polecam ją dzieciom po 3. roku życia, bo jest w niej trochę dowcipu, który złapią starsze dzieci.

 

"Lądowanie..." dedykuje pan także rodzicom. Czego chce ich pan nauczyć?

Moja wydawczyni miała kłopot z podawaniem leków swoim synom. Miałem to na uwadze podczas pracy nad książką. Dzieciom książka ma wytłumaczyć chorobę i pomóc ją przezwyciężyć, dla rodziców ma to być podpowiedź jak przekonać opornego malca i podać mu syropy czy zmierzyć temperaturę.

 

A jak przekonać?

Powołując się na wcześniej przeczytaną książkę mówiąc: "pamiętasz, wczoraj czytaliśmy o wirusach, które są złe i trzeba się ich pozbyć, a ten syrop nam w tym pomoże i je wykurzy". Wielu moich czytelników już chwaliło się, że u nich w rodzinie to działa. Ponadto wierzę, że wspólna lektura rodzica z dzieckiem buduje więź rodzinną. Łatwiej się wtedy porozumieć z malcem.

Używa pan dość nietypowego słownictwa. Czy rodzicom podoba się, że zamiast o katarze, pisze pan o glutach?

Dzięki moim dzieciom dowiedziałem się, że w pewnym wieku zaczynają one używać niegrzecznych słów. W kółko i bez skrępowania gadają o kupach, sikach, smarkach, glutach, fascynując się nimi. Nie ma w tym nic złego. Pierwszą książką wydawnictwa Hokus-Pokus była "Historia o małym krecie, który chciał wiedzieć, kto mu narobił na głowę". Zrobiła furorę wśród dzieci. W księgarniach jest coraz więcej książek o nocnikach, siusiakach, bo ten nurt literatury dziecięcej bardzo odpowiada maluchom.

Ale ich rodzicom, już niekoniecznie.

To kwestia procesu wychowawczego. Tej wrodzonej fascynacji dziecięcej nie da się zabić, ona będzie istniała, czy to rodzicom się podoba czy nie. Można oczywiście je strofować, tylko po co. W pewnym wieku przestają już używać tego typu słów.

Następna książka już napisana. Skoro jest o skaleczeniach to pewnie będzie krwawo? Jaki sposób wymyślił pan, by dziecko z rozciętą głową, nie bało się zszycia rany?

Zachęcam do zajrzenia, jak się ukaże. Będzie dużo krwi, dramatyzm, wyznania miłosne na drzewie, powódź i tajemniczy klej doktora Orzeszki. Dziecko zawsze będzie się bać wszelkich zabiegów medycznych, ale po lekturze, łatwiej mu będzie zrozumieć, po co to wszystko. Następna, nad którą pracuję, będzie o biegunkach. Są to częste przypadłości, szczególnie u dzieci. Zastanawiam się też nad napisaniem książki o tym skąd się biorą dzieci. Jest już na rynku trochę pozycji na ten temat, być może zajmie się nim także dr Orzeszko.

 

 

Oceń artykuł:
nie lubię lubię to | Osoby które to lubią: kasiatarka.

Komentarze

  • joanka106259 | 17-02-2015 19:46:41

    Z obserwacji mojego synka czy bratanka wiem, że dzieci faktycznie uwielbiają mówić o kupkach, pierdkach i glutkach U nas sprawdziła się stara dobra bajka "Było sobie życie" Tą bajką obrazowaliśmy Marcelkowi temat "skąd się biorą dzieci", przerobił sobie to na dziecięce myślenie. Po obejrzeniu jak plemniki atakują komórkę jajową stwierdził, że przed powstaniem dziecka najpierw "musi być walka"...

Poczytaj również

Polecamy

Choć każde plamienie i krwawienie  należy skonsultować z lekarzem, można powiedzieć, że bywa ono charakterystyczne dla pewnych okresów ciąży.

Krwawienie i plamienie w ciąży

Krwawienie w ciąży zawsze jest objawem jakiejś patologii, w pierwszym trymestrze grozi poronieniem, a w drugim zagraża ciąży też poronieniem lub porodem przedwczesnym.

czytaj

Jeżeli dziecko nie ma jeszcze 150 cm wzrostu, według przepisów powinno siedzieć w foteliku lub na podstawce.

Jak przewozić starsze dziecko samochodem?

Tylko połowa dzieci w wieku powyżej czterech lat jest należycie przewożona w samochodach. Tymczasem do 12. roku życia o bezpieczeństwo dziecka należy dbać w szczególny sposób.

czytaj

W pierwszym trymestrze ciąży aż 90 procent kobiet odczuwa bóle brzucha.

Różne bóle brzucha w ciąży

Nie każdy ból brzucha w ciąży musi świadczyć, że dzieje się coś złego. Ale żadnego nie wolno lekceważyć. Każdy rodzaj bólu powinien być skonsultowany z lekarzem, bo nigdy nie wiadomo, co jest jego przyczyną.

czytaj

Najmilsza rzecz w czasie tych wakacji to:



Zobacz wyniki ankiety, skomentuj