rss wpisy: 16 komentarze: 21

Smaki Dzieciństwa

To nie tylko wspomnienie konfitur babci, kąpieli w morzu czy odwiedzin św. Mikołaja...
  • Utworzono: 2010-11-02

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Drugiego razu nie będzie

    Dlaczego jak wchodzę do pokoju Młodszego, aczkolwiek dorosłego, Syna widzę na podłodze stertę raz użytych ubrań? Przecież nie tak go uczyłam. W każdym razie do niedawna tkwiłam w przekonaniu, że nie tak. Aż tu nagle przypomniałam sobie, jak codziennie wieczorem przygotowywałam dwójkę smyków do kąpania.

     

    Różnica wieku między nimi wynosi dwa lata i cztery miesiące, co nie jest informacją bez znaczenia, bo nieźle trzeba się uwijać wieczorem, żeby wykonać przy dwójce maluchów wszystkie rytuały. Ponieważ nigdy nie ubierałam dziecku dwa razy tego samego ubranka, zwyczajowo w pośpiechu rzucałam je na podłogę, po czym starałam się, by każde z dzieci miało przyjemność z kąpania. Potem ubierałam im piżamki, usypiałam przez czytanie, opowiadanie lub śpiewanie, a gdy już obaj spali błogim snem niewinnego bezradnego dziecka, zgarniałam z podłogi zdjęte po całym dniu ciuszki i zanosiłam do kosza z praniem. Wieczorami prasowałam i składałam nowe zapasy ubranek. Tak, by na drugi dzień wystarczyło w razie potrzeby wyciągnąć je z szafy i użyć. A wieczorem to samo: rozbieranie, rzucanie na podłogę, kąpanie, usypianie i tak w kółko.

     

    Może jednak to jest przyczyna tego, że mój Młodszy Syn nie składa spodni ani nie wiesza ich na krześle obok łóżka tylko je przy nim rzuca na podłogę?

     

    Gdyby Synowie znów byli małymi chłopcami na pewno kładłabym zdjęte z nich ubranka na krześle czy tapczanie, na którym ich rozbierałam, a po kąpieli, zanim zaczęłabym opowiadać bajkę, poskładałabym na ich oczach. Po to, by gdy już zasną, wsadzić do kosza z brudami. Ale drugiego razu nie będzie.

     

    Acha, nie napisałam jeszcze, co ze zdjętym ubraniem robi dziś Starszy Syn. Otóż składa je i kładzie na podłodze, oczywiście.



     

  • Utworzono: 2010-09-23

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Termin porodu nie nadchodził

    Miałam osiem lat, czyli byłam o rok starsza od Lisy z "Dzieci z Bullerbyn", gdy moja ciocia była w ciąży. Bardzo się cieszyłam, że będę miała "swoje" dziecko, tak jak Olle miał swoją siostrzyczkę Kerstin. Też chciałam ją wozić w wózku i czasem być przy niej "dorosłą" opiekunką. Odkąd brzuch cioci stał się widoczny, spodziewałam się, że to się stanie lada moment. Ale nic się nie działo.

     

    " Termin porodu " stał się wtedy dla mnie magicznym terminem używanym w języku codziennym. Czymś co jest nieuchronne, ale tak naprawdę nie chce nadejść. Po latach, gdy sama byłam w ciąży, odczuwałam w trzecim trymestrze takie samo zniecierpliwienie. 

     

    W życiu z innymi terminami wciąż mi się to powtarza. Wydają się odległe, wydaje się, że się nie doczekam albo że z czymś swobodnie zdążę a tu, ot, termin nadchodzi i mija.

     

  • Utworzono: 2010-09-15

    Pozostaje czekać na kasztany i żołędzie

    No i brzydko się zrobiło. Jesiennie. To pewnie na osłodę starszym dzieciakom, żeby nie było im żal, że muszą chodzić do szkoły. A mniejsze? Mniejsze mają fajnie, bo już niedługo z drzew spadną kasztany i jak babcia czy dziadek pokażą im jak to się robi, będą z nich mogły robić kasztanowe ludki i zwierzaki. Moim dzieciom najbardziej podobały się krówki w moim wykonaniu. Na krówki potrzebne są kasztany z białą plamką. Ciekawe, że nawet gdy już chłopcy budowali z klocków Lego, zabawa kasztanami i żołędziami co roku nas pochłaniała. Najpierw chodziliśmy je zbierać na Salwator, na al. Waszyngtona (prowadzi na Kopiec Kościuszki).

    Ja do dziś nie potrafię przejść obojętnie obok pięknego kasztana. Lubię trzymać go w dłoni.        

  • Utworzono: 2010-08-25

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    W tym roku nie pójdę do szkoły

    No i wakacje zmierzchają. Pachnące zeszyty z kolorowymi okładkami, książki pełne wiedzy nieznanej i głowa zapchana mocnymi postanowieniami, że codziennie regularnie i systematycznie będę wypełniać swoje szkolne obowiązki (nigdy obietnic nie dotrzymałam, po prostu nie umiem być systematyczna). To moje wspomnienia z końca wakcji jako dziecka.

    Potem była ekscytacja związana z pójściem do szkoły moich dzieci. Inna. Szczególnie, gdy chłopcy szli po raz pierwszy do szkoły .

    Czy nikt nie zrobi im krzywdy? Czy nauczyciele będą wystarczająco mądrzy, by nie zrazić ich do szkoły i do nauki? Czy synowie znajdą w szkole fajnych przyjaciół? Jakoś nigdy się nie martwiłam czy będą się dobrze uczyć.

    W tym roku od 1 września będę zwiedzać wybrzeże chorwackie. Do Dubrovnika i z powrotem. I już na te wrześniowe wakacje się cieszę. Znacie jakieś fajne miejsca godne polecenia, do których koniecznie powinnam dotrzeć? 

  • Utworzono: 2010-06-28

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Pierwszy dzień wakacji:))

    Jeśli szkoła kończy się w piątek, to sobota nie robi na uczniach zbyt dużego wrażenia. Przecież weekend zawsze jest wolny! Z poniedziałkiem jest jednak już zupełnie inaczej. Nawet jak jeszcze jest się w domu, to przecież nie trzeba się niczym marwtić. Nie trzeba odrabiać lekcji ani się uczyć. Pod warunkiem, oczywiście, że rodzice nie zafundują dzieciom naukowych zajęć fakultatywnych .

    Moje wakacje były właśnie takie. Książki czytałam, te które mnie interesowały i uczestniczyłam w obozach takich, które sama sobie wybrałam. To pozwalało mi przez wakacje stęsknić się za szkołą. Czego wszystkim dzieciom życzę:))))   

  • Utworzono: 2010-06-25

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Tęsknota za końcem roku szkolnego

    Oj, jak dzisiaj zazdroszczę uczniom końca roku szkolnego ! Nie dość, że przed nimi długie wakacje, to na dodatek, co im nie wyszło - już za nimi, a to co dobre, obiecują zrobić od września.

    W życiu dorosłym jest inaczej. Nawet wyjazd na urlop niczego nie zamyka, wręcz przeciwnie, jakby dorzuca spraw do załatwienia, a po powrcocie trzeba nadrabiać nawarstwione pod nieobecność prace. 

    W szkole jest taki moment, że masz odrobione zadanie. W życiu dorosłym ,wciąż jakieś zadanie leży zaległe, do odrobienia.   

  • Utworzono: 2010-06-01

    Dziećmi jesteśmy do końca życia

    Myślę, że zawsze coś pozostaje w nas z dziecka. Czasem coś smutnego. Pamiętam jak moje ciocie - dwie siostry mojej nieżyjącej mamy, przyjechały razem z moją babcią ( a ich matką) w odwiedziny. Mimo że były juz po 50. zaczęły wypominać matce, którą dawniej "faworyzowała". Wciąż tkwiła w nich dziecięca zazdrość z przeszłości.

     

    Mój tata z kolei, gdy miałam 14 lat już nie składał mi życzeń z okazji Dnia Dziecka. Żeby mnie nie obrazić? Nie wiem, mnie było przykro.

     

    Ja do końca życia będę składać życzenia swoim synom z okazji Dnia Dziecka. Bo choć już będą bardzo dorośli, to wciąż będą moimi dziećmi. 1 czerwca, to będzie Święto Moich Dzieci. To nic, że być może, będą już mieli własne.     

  • Utworzono: 2010-05-04

    Pamiętam swoje prezenty komunijne

    Moje prezenty komunijne pamiętam do dziś: badminton (od ojca chrzestnego), srebrna łyżka, łyżeczka, widelec i nóż (od matki chrzestnej), złoty medalik z wizerunkiem Matki Boskiej na łańcuszku (od babci), wrotki (od rodziców). I tyle. Do dziś pamiętam też deszcz, który lał jak z cebra, i to, że w tłumie zgubiłam rodziców - a może to ja się zgubiłam? Ale przede wszystkim pamiętam uczucie, że jestem już duża. Tak, tak, Pierwsza Komunia Święta , to dla mnie był pierwszy życiowy próg ku "dorosłości". 

         

  • Utworzono: 2010-04-22

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Kożuch na mleku

    Nigdy nie lubiłam smaku, ani zapachu gotowanego mleka . Piłam je jednak niemal duszkiem, żeby nie zdążył zrobić się na nim kożuch. Ten bowiem, przyprawiał mnie o odruch wymiotny. Pomna tego, nigdy nie podałam swoim dzieciom mleka czy kakaa z kożuchem.
     

    Mój szwagier krytykowałl mnie za to i mówił, że przekazuję synom własne uprzedzenia. On robił na odwrót. Zachwalał to, czego nie lubił. Mówił córce „oj, jaki pyszny kożuszek” albo „ten tłuszczyk przy mięsku jest najsmaczniejszy”. I mała dopraszała się o kożuszek z mleka taty i o tłuszczyk z jego mięska. Dwie szkoły.
     

  • Utworzono: 2010-04-09

    Sposób na bachora?

    Ach, tu na tym blogu zajdzie zmiana!!!!! A raczej już zaszła. Żaneta odstąpiła mi to miejsce, bo jej się znudziło. Więc teraz ja!
    Smaki dzieciństwa - wcale nie same słodkie, pamiętam i rzadko wspominam. Smaki dzieciństwa moich synów - podobnie. Ale jak zebrać je wszystkie do kupy, uff, co za uczta!
    Jak na przykład ostatnia zasłyszana anegdota: Troje dorosłych jedzie autobusem miejskim (w Krakowie), obok siedzi zakapior (na jego widok aż strach się bać) i do autobusu wchodzi mama z czteroletnim rozwrzeszczanym bachorem (tak, drogie mamy, czasem nie da się inaczej nazwać dziecka, co oczywiście nie jest jego winą, przecież jest produktem wytworzonym przez rodzinę). Mama owego bachora, próbuje go okiełznać, ale daremnie. W końcu, zupełnie bezradna, mówi do wspomnianego zakapiora " Może Pan mu coś powie?" . Na co zakapior z zaciętą gębą rzuca: "Jak skurw...nie przestaniesz się drzeć, to Cię zaje..." Dziecko milknie przerażone, a może raczej zdumione, a mama z lękiem zabiera je i ucieka na koniec autobusu. No cóż, tak to bywa, jak się prosi o pomoc w wychowaniu przygodnego zakapiora. Ciekawe, jak dzieciak zapamięta to spotkanie?

     

<img src="https://static.ebobas.pl/img/main/control_prev.gif" class="img_paginator" alt="" />
12

Maj 2019
PN WT ŚR CZ PT SO ND
    01 02 03 04 05
06 07 08 09 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30 31    

Co sądzisz o tym, by każda kobieta mogła zażądać porodu w drodze cesarskiego cięcia?



Zobacz wyniki ankiety, skomentuj