rss wpisy: 9 komentarze: 14

Poczynania młodej mamy

O tym, jak to jest być matką mając zaledwie 21 lat :)
  • Utworzono: 2015-11-24

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Pierwsze wspólne Mikołajki

     

                     W ubiegłym roku Mikołajki były dla nas bardzo wyjątkowe, ponieważ był z Nami nasz kochany Synuś. Dzięki naszemu Maleństwu na nowo poczuliśmy magię Świąt i postanowiliśmy, że będziemy obchodzić Mikołajki tak jak kiedyś, gdy jeszcze sami byliśmy dziećmi. Choć Jaś miał wtedy niespełna 3 miesiące, to i tak stwierdziliśmy, że od maleńkiego będziemy uczyć Go tradycji, jakie sami wynieśliśmy z naszych domów rodzinnych.


                    W nocy z 5 na 6 grudnia z ogromnym zapałem ustawiliśmy buty i tłumaczyliśmy synkowi, że musimy czekać na Mikołaja, który przyniesie nam prezenty. Jaś uśmiechał się tylko, jak gdyby wszystko rozumiał. Kiedy maluch zasnął z ogromną radością wrzucaliśmy czekolady i owoce do butów. Pojawił się mały problem, bo Jaśkowe buty były tak maleńkie, że nic się w nie nie mieściło :) Ale oczywiście ja, jako rezolutna mamusia, zawsze wszystko kupuję na zapas. Więc wyjęłam z szafy zimowe buciki w rozmiarze 21 i ustawiłam obok naszych. W nie bez problemy można było zmieścić czekoladę i inne drobne prezenty. Tak przygotowane buty czekały na nas rano.

     


                     Wiecie co? Nie wiedziałam, że tak ogromną radość sprawi nam widok butów z prezentami, kiedy wstaliśmy rano 6 grudnia. Mimo, że wszystko sami przygotowaliśmy to symbloiczne obchodzenie tak pięknego Święta, jakim są Mikołajki, okazało się dla nas powodem do uśmiechu na cały dzień. I choć niektórzy twierdzą, że przygotowywanie prezentów dla tak małego dziecka jest bezsensowne, to dla mnie nie ma nic lepszego. Bo w Święta nic tak nie zbliża do siebie, jak rozchodzący się w około zapach mandarynek i miłości.

  • Utworzono: 2015-11-17

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Mikołajkowy złodziej

                 Spojrzałam na temat konkursu i od razu pomyślałam o tych pamiętnych Mikołajkach jakieś 13 lat temu. Miałam wówczas bodajże 8 lat i głowę pełną świetnych pomysłów. Moja siostra starsza ode mnie o 4 lata również ode mnie nie odbiegała. Zawsze wymyślałyśmy takie zabawy, po po których rodzice tylko łapali się za głowę. 5 grudnia, czyli w przeddzień Mikołajek również rozpoczęliśmy burzę mózgów. Do tej pory schemat Mikołajek w naszym domu przebiegał tak, że wieczorem stawialiśmy buty pod ścianą a gdy rano się budziliśmy były one zapełnione łakociami lub drobnymi upominkami. Tak miało być także w tym roku. Z tym, że teraz postanowiłyśmy nakryć Mikołaja na tym, jak podkłada nam prezenty...

                 Godzina około 24, wszyscy już śpią a my z siostrą pilnie czekamy na nadejście brodatego Pana z prezentami. Nagle słyszymy jakiś hałas w salonie. Z bijącym sercem i latarką w ręce czołgamy się przez całą kuchnię i powoli otwieramy drzwi do pokoju. Zaglądmy w buty, są już pełne. Ale przy ostatniej parze butów ktoś się jeszcze kręci. Podekscytowane świecimy mu latarką prosto w oczy a tu... Tata. Zdenerwowane zaczęłyśmy krzyczeć na cały dom: " Mamoooo, Tata kradnie nasze słodycze od Mikołaja!". I wygoniłyśmy tatusia do sypialni, gdzie oburzone rozkazałyśmy mamie go ukarać. Mama z uśmiechem na twarzy pogroziła mu palcem, a my (trochę zawiedzione tym, że nie widzieliśmy Mikołaja) wrociłyśmy do swoich łóżek.

                Często myślami powracam do tych chwil. Moje dzieciństwo było błogie i przepełnione beztroską. A nasze Święta odkąd pamiętam miały w sobie magię i moc miłości. Na zdjęciu moje kochane rodzeństwo (także cioteczne) i nasze wspólnie spędzone Święta.

  • Utworzono: 2015-03-25

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Od mamy dla mamy

    Przyszła i do mnie, najpiękniejsza, najcudowniejsza i całkowicie moja broszka House Of April. Oczywiście, jak to u mnie, nawet przy dostarczeniu przesyłki nie mogło zabraknąć wrażeń. Wyszłam z synkiem i moją mamą na spacer. Zapomniałam portfela, więc wróciłam po niego. Biegłam dość szybko po schodach i nagle słyszę: "Proszę poczekać". Myślę, czy to do mnie, ale biegnę dalej. Znów słyszę "Proszę czekać, ja do Pani". Zerknełam na dół i widzę zasapanego kuriera, który z żalem spogląda na mnie. "Ale Pani szybka, w życiu się tak nie zmęczyłem przy dostarczaniu paczki" :) Podziękowałam pięknie kurierowi za przesyłkę i z radością zobaczyłam, że to długo wyczekiwana przeze mnie broszka. Niestety synuś czekał na mnie na dole, więc pokornie zaniosłam paczkę do domu i otworzyłam dopiero po powrocie ze spaceru.

     

    Jest cudowna, pięknie mieni się w świetle i do tego ma wspaniały fioletowy kolor, jeden z moich ulubionych. W myślach już układałam sobie kreacje, do których będzie idelanie pasowała. Ale nagle pprzypomniałam sobie, że wygrałam ją w konkursie "Małe przyjemności mam" i pomyślałam, kiedy ostatnio moja mama sprawiła sobie jakąś przyjemność. Czy aby przypadkiem to nie ona bardziej zasługuje na to, żeby nosić tę piękną broszkę, symbol kobiecości. Długo się nie zastanawiałam... Zapakowałam broszkę w pudełko i podarowałam mamie. Widziałam, że bardzo się wzruszyła. Nie spodziewałam się, że wzbudzę w niej takie emocje. Opowiedziałam jej, że wygrałam broszkę w takim konkursie i że postanowiłam ją obdarować swoją wygraną. Było warto. Dziś broszka dumnie zdobi kreacje mojej mamy a ja wiem, że jest w odpowiednich rękach. W rękach kobiety, który podarowała mi życie.

  • Utworzono: 2015-03-04

    (Nie)Używana przyjemność

    Kompletując wyprawkę dla mojego synka (zaczęłam w 6 misiącu ciąży) doceniłam sklepy z używaną odzieżą. Nigdy nie byłam do nich przekonana, bo zawsze wolałam kupić nowe ubrania i mieć pewność, że nikt przede mną w nich nie chodził. Jednak zmieniłam zdanie, gdy raz wybrałam się z koleżanką do takiego sklepu i znalazłam tam ogrom ciuchów dla maluszków w idelanym stanie, niektóre nawet nowe z metkami. Praktycznie wszystkie ubranka wykonane z dobrego materiału a do tego ta cena, za nowe body 2 zł! I tak zaczęła się moja przygoda z ciuszkami "z drugiej ręki".

     

    Na początku kupowałam tylko ubranka dla synka. Wiadomo, że dziecko bardzo szybko wyrasta z ciuszków i nie opłaca się kupować nowych. Dlatego zawsze kiedy odwiedziłam taki sklep wychodziłam z całą torbą nowych zdobyczy. Dopiero kiedy wzięłam się za pranie i prasowanie okazało się, że mam mnóstwo mnóstwo ubranek, których nie sposób było wykorzystać bo było ich po prostu za dużo :) Najlepsze było to, że używane ciuszki po praniu wyglądały o wiele lepiej niż nowe, kupione w markowych sklepach. Co za ironia.

     

    Po krótkim czasie złapałam się na tym, że chodzenie po tych sklepach po prostu sprawia mi przyjemność. A tak zbaczając z tematu najbardziej rozbawiały mnie nazwy sklepów. Zacytuję kilka spotkanych przeze mnie: "Tani Armani", "Szafolans" i moje ulubione: "Jaba Daba Świat Szmat" :D

    Wracając do mojego zakupowego szaleństwa wczoraj dałam się skusić na używaną sukienkę dla mnie samej. Może nie do końca używana, bo była z metką. Cena 19,90 zł. Jakoś pierwsza klasa. Leży idealnie. Podejrzewam, że nie spałabym całej nocy gdybym jej nie kupiła. Tak więc wzbogaciła moją garderobę sprawiając mi tym samym wieeelką przyjemność. Mała rzecz a cieszy :)

     

  • Utworzono: 2015-03-01

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Z miłości do...jedzenia?

    Jakiś czas temu Jasia złapało straszne choróbsko, kaszel, katar i gorączka. W związku z tym mieliśmy spore zaległości w odwiedzaniu naszej rodzinki. Siedzieliśmy w domku i nawet spacery były niemożliwe z powodu tej nieszczęsnej gorączki. Dlatego ten weekend postanowiliśmy poświęcić Jasiowym dziadkom, którzy już nie mogli doczekać się jego odwiedzin.

    Najpierw odwiedziliśmy babcię mojego męża, czyli prababcię Jasia, zapatrzoną w niego jak w obrazek. Oczywiście synek był rozchwytywany przez wszystkich i zmieniał nianie co minutkę :) Ja też nie narzekałam bo mogłam spokojnie raczyć się kawą i przepyszną szarlotką babci. Dzień minął dość szybko i na noc wybralismy się do moich rodziców mieszkających nieopodal. Dziadkowie oczywiście zaczęli wyściskiwać Jasia, ale takiego powitania jakie ja dostałam, chyba nikt by się nie spodziewał. Mój ukochany brat, który mieszka z rodzicami przywitał mnie z wielkim uśmiechem na twarzy i powiedział, że już nie mógł się doczekać aż przyjadę, bo tak strasznie chce mu się zjeść mojej własnoręcznie robionej pizzy :D W związku z tym od razu zostałałam zagnana do kuchni. Pizza rzecz jasna musiała być w 100% mięsna i mocno serowa, typowo "chłopska" :)

    Oczywiście nie narzekałam, bo uwielbiam gotować zwłaszcza kiedy widzę, jak wszyscy zajadają się moimi kuchennymi dziełami. Mam tylko nadzieję, że brat nie cieszy się z moich odwiedzin jedynie ze względu na pizzę :D

    Fajnie było odwiedzić rodzinkę po tak długim (jak dla mnie) czasie i widzieć, że wszyscy za nami tęsknili. Posiadanie rodzinny to najwspanialszy prezent od losu.

  • Utworzono: 2015-02-24

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Jasiowe fotografie

    Nie zawsze mała przyjemność mamy musi być kojarzona z czasem wolnym od naszego maleństwa. Uwielbiam bawić się z moim skarbem. Staram się poświęcać mu jak najwięcej czasu i wymyślać coraz to nowsze zabawy adekwatne do jego wieku. Ale mam też pewną słabość, mogłabym całymi dniami fotografować moje dziecko! Wydaje mi się, że każda jego minka, każde spojrzenie warte jest uwiecznienia. Tak więc kiedy tylko przystępujemy do zabawy zawsze w pobliżu znajduje się aparat.

     

    Nasze wspólne zabawy to najczęściej wygłupianie się. Janek uwielbia kiedy sobie z niego żartuję. Ostatnio bardzo spodobało mu się jak założyłam mu pampersa na głowę. Śmiał się na cały głos :) Bardzo lubi też, jak ja to nazywam, "przewalanki" na łóżku. Próbuję go posadzić a on oczywiście się przewraca na bok, bo nie może złapać równowago. Widzę jego śmiech i od razu sięgam po aparat. W rezultacie mam 10 zdjęć z taką samą miną i nie wiem, które usunąć bo dla mnie każde jest piękne :)

     

    Oczywiście są uwiecznione też te słodkie chwile błogiego snu. Jaś wygląda wtedy jak nieiwnnie, beztrosko. Zazdroszczę mu tego, sama chciałabym znów być dzieckiem. Póki co zrobię wszystko, żeby mój synek miał niezapomniane dzieciństwo. I na pewno będzie miał tysiąc albumów do obejrzenia z lat młodości. Już mamusia o to zadba, żeby każda mina znalazła się na zdjęciu :)

  • Utworzono: 2015-02-19

    Mendelsona marsz...

    Wieeelkimi krokami zbliża się nasz ślub kościelny. 08.08.2015- najpiękniejsza data w naszym życiu <3 Jak każda kobieta uwielbiam przygotowania do ślubu. Wydaje mi się, że to wymarzona praca dla mnie. O tak, spełniłabym się jako organizatorka wesel. Szkoda, że w Polsce nie są popularne takie zajęcia, bo byłabym pierwszą chętną do zorganizowania komuś wesela.

    No ale jak na razie skupiłam się na organizacji naszego wesela. Moja ostatnia, największa jak do tej pory przyjemność to wybór sukienki. Oj naprzymierzałam ich się mnóstwo. Przemierzałam salony ślubne i wertowałam wieszaki, ale w każdej sukni czegoś mi brakowało. Jedna miała koronkę, ale nie miała srebra, które uwielbiam. Innej, ze srebrem, brakowało koronki. Salonów do zwiedzenia robiło się coraz mniej a ja coraz bardziej denerwowałam się, że pójdę do ślubu nago :)

    Ale znalazłam! Najpiękniejszą suknię na świecie. Kiedy tylko włożyłam ją na siebie, wiedziałam, że była mi przeznaczona. Czułam się, jak gdybym zakochała się po raz pierwszy, Miała wszystko, urok, szyk, elegancję i leżała na mnie idealnie. Zauroczyła mnie totalnie, pierwszy raz poczułam się jak prawdziwa księżniczka, Wyobraziłam już sobie dzień ślubu, już wiem, że dzięki tej sukience będę wyglądać idealnie, tak jak chciałam. Może to dziwne, ale kiedy szuka się sukni na wesele, to możesz przymierzać ich milion, ale kiedy założysz tę właściwą czujesz motylki w brzuchu, po prostu wiesz, że to ta. Tak jak z mężczyzną :)

    Moja mała wielka przyjemność poprawiła mi humor na cały dzień. Wielka ulga pczuć, że suknia już jest wybrana i szyje się specjalnie dla mnie :) Teraz biorę się za zaproszenia i wybór dodatków.

     

    Dodaję zdjęcie z moich sukiennych poszukiwań, oczywiściej TEJ sukni nie ma na zdjęciu :)

  • Utworzono: 2015-02-19

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Mama na sportowo :)

    Kilka dni temu postanowiłam zafundować sobie mały prezencik, a mianowicie sportowe buciki. Na początku podchodziłam do nich sceptycznie, bo znalazłam je w supermarkecie za niezbyt wysoką cenę (jak na sportowe buty). Kosztowały zaledwie 59 zł, więc wydawało mi się, że zapewne jakością nie grzeszą. Ale za taką cenę to warto też kupić i się przekonać. Tak więc zostały zakupione i cierpliwie miały czekać na wiosnę. Oczywiście, że nie wytrzymałam do wiosny :) tego samego dnia wieczorem włożyłam je na nogi i po raz pierwszy odkąd zaszłam w ciąże wyszłam biegać.

    Przed ciążą starałam się biegać i ćwiczyć dosyć regularnie, uwielbiałam to robić. Bieganie zawsze sprawiało, że świetnie się czułam i miałam energię na każdy dzień. Niestety przez ciążę nieco się rozlegaciłam a okres macierzyństwa trafił mi na samą zimę, więc moja sportowa aktywność została zawieszona i nikt (a zwłaszcza ja) o niej nie wspominał. Ale mama wraca do formy. Odkąd pierwszy raz przebiegłam się postanowiłam, że będę robić to częściej.

    Oczywiście każdy zaczyna odchudzanie i ćwiczenia od jakiegoś dnia. Od poniedziałku, od nowego roku, od nowego miesiąca i tak dalej... Moim od był post, dokładnie środa popielcowa. Wczoraj założyłam sobie kalendarzyk ćwiczeń, jak na razie rozpisany na 30 dni. Pierwszy dzień za mną, jestem mocno zmotywowana i mam nadzieję, że się uda. Zapisałam też wagę, w ciąży (o zgrozo!) przytyłam 22 kg! Jest z czego zrzucać :)

    A wracając do butów, okazały się mega mega wygodne. Nie wiem, jak długo mi posłuszą ale pierwsze wrażenie sprawiły dobre. Zupełnie nie czuć ich na nogach, są lekkie i świetnie przystosowują się do nawierzchni. Warto było kupić i wypróbować. Niestety teraz bieganie wstrzymałam, bo złapało mnie choróbsko, ale jak tylko wydobrzeję znów zaczynam. Mój cel to schudnąć przynajmniej 10 kg. Od porodu spadło 14 kg, więc jeszcze 8 kg nadwyżki zostało. I oczywiście marzy mi się odzyskać moją dawną sylwetkę, ale to chyba marzenie ściętej głowy :)

     

    Dołączam zdjęcie mojego nowego cacuszka, czyli butów:

  • Utworzono: 2015-02-18

    Mała przyjemność Jasiowej Mamy

    Minał 5 miesiąc od narodzin Jasia. Ciężko opisać słowami ile miłości i szczęścia przewinęło się przez te 5 miesięcy. Ciężko też uwierzyć, że tak długo wytrzymałam praktycznie zamknięta w domu z dzieckiem, z którym jak na razie mogę tylko prowadzić dialog bez odpowiedzi :) Szukając chwilowej "ucieczki" trafiłam na portal e-Bobas. Tak tak, wygląda to jakbym chciała się podlizać, ale naprawdę nie myślałam, że tyle przyjemności sprawi mi czytanie artykułów i "ciążowo-matczynych" opowieści innych mam.

    Każdy dzień wygląda tak samo. Wstajemy o 6, chwilę się jeszcze wylegujemy w cieplutkim łóżeczku, ale niedługo, bo Jaś stanowczo protestuje. Woli pogapić się na moje poranne poczynania w kuchni. Więc zwlekam się z łóżka, jem śniadanie i gotuję przepyszną kaszę dla mojego szkraba. Oczywiście po kaszce trzeba pospać, obudziłem się o 6, więc chce mi się spać a mama niech sobie będzie niewyspana :) Synek odpływa a ja mogę spokojnie usiąść do komputera i pozwolić sobie na chwilę relaksu.

    e-Bobasowa społeczność bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Wydaje się, że każdy ma tu coś mądrego do powiedzenia i jest chętny z pomocą w razie jakichkolwiek pytań. Uwielbiam czytać i komentować artykuły, do wspaniałe uczucie móc podzielić się swoimi przeżyciami z ludźmi, którzy nas rozumieją, bo przecież też przez to przechodzą. Macierzyństwo - to brzmi dumnie!

    Zazwyczaj mam tylko godzinkę, albo aż godzinkę, na szperanie sobie po e-Bobasie. Czasem znajdę ciekawe artykuły i odkładam je sobie na później, żeby troszkę dawkować te przyjemności, nie wszystko na raz! Zerkam na synka, śpi, choć już widzę delikatny grymas niezadowolenia. Ostatnie chwile przyjemności, więc puszczam sobie ulubioną piosenkę. Poziom głosu oczywiście 1, żeby nie obudzić księcia. Wtapiam się w lekturę kolejnego artykuły i zazwyczaj słyszę słodkie "łeee" dochodzące z wózka :) Zamieniam więc e-Bobasa na mojego bobaska, który z dzikią przyjemnością zabrałby mi komputer i sam dodał kilka ciekawych postów. Fajnie jest być mamą!

     

<img src="https://static.ebobas.pl/img/main/control_prev.gif" class="img_paginator" alt="" />
<img src="https://static.ebobas.pl/img/main/control_next.gif" class="img_paginator" alt="" />

Jasiowa mama na pełen etat :)
Maj 2017
PN WT ŚR CZ PT SO ND
01 02 03 04 05 06 07
08 09 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31        
  • Avatar

    Rogalik (Jan)

    Urodziny: 15.09.2014

    Imieniny: 24.6

Czy szczepienia dzieci powinny być obowiązkowe?



Zobacz wyniki ankiety, skomentuj