Poroniłam...

Wysłane przez Martarrr 

Martarrr (offline)

14-06-2019 23:34:32

Wrocław
Piszę ten post, bo nie umiem sobie z tym poradzić. Poronilam w 8 tygodniu...
Jak zrobiłam test byłam w szoku. Bardzo chcieliśmy z mężem mieć dziecko ale początkowo byłam przerażona. Zanim powiedziałam mężowi, poszłam do lekarza - ciąża potwierdzona ale lekarz poradził nikomu się jeszcze nie chwalić bo ma wątpliwości co do bicia serca - za 2 tyg kontrolne usg. Po kilku dniach nie wytrzymałam i powiedziałam mężowi, bardzo się cieszył. Kontrolne usg - nasal nie wiadomo, a ja juz tak bardzo chciałam tego dziecka, czulam niepokój ale tak bardzo chciałam żeby się okazało, że jest dobrze... Kontrolne usg za tydzień. Dzień przed zaczęłam delikatnie krwawić, co zapowiadało najgorsze... Dzień później wizyta, badanie, niestety... skierowanie do szpitala. Miałam jechać na drugi dzień rano. Nie zdążyłam. Wracając do domu czułam już mocny ból brzucha, w domu było tylko gorzej, nie pomagały nawet tabletki przeciwbólowe, mąż w pracy. Ból był przeokropny, jakby mi brzuch rozdzieralo, oblaly mnie poty i urwał sie film... Chyba zemdlalam, bo obudziłam się po kilku godzinach. Okazało się, że już poronilam... krwawilam i wyleciało że mnie moje dzieciątko. Szok. Pół nocy spędzone na sor, lekarz dyzurujacy nie nadający sie do takich spraw, zero współczucia - badanie, czuję się Pani dobrze, on nie widzi przeciwwskazań do hospitalizacji, do widzenia.
Chcemy maleństwo pochować, bo jak inaczej? Wyrzucić??? Staramy się więc o kartę martwego urodzenia, która umożliwi staranie się o zasiłek pogrzebowy. Pewnie się zaraz znajdzie ktoś, kto będzie się dziwił jak można myśleć o pieniądzach w takiej chwili, ale tak można, jak bieżące finanse nie pozwalają godnie tego zrobić, to tak, myśli się również o tym... lekarz na sor oczywiście, że on takiej karty nie wystawi bo nie ma mu temu podstaw... zamiast mi pomóc, czułam się tylko gorzej jakbym chciała wymusić coś co mi się nie należy. Chciałam odpuścić, ale mąż się starał. kolejne telefony, wizyty, w końcu konsultacja z kierownikiem oddziału, który w końcu decyduje, że nie ma problemu. Czekamy teraz na wyniki badania płci, które są potrzebne do wystawienia tej karty. Później pogrzeb...
Wczoraj minął tydzień. Mało i dużo. Fizycznie czuję się super, poza małym krwawienie, wszystko ok. A psychicznie masakra... Nie ma chwili, żebym o tym nie myślała. Chwilami jest ok, są nawet momenty że się śmieje, a za chwilę możecie ponorostu rozkładać. Mąż mnie wspiera ale widzę, że on nie do końca mnie rozumie. On też chciał tego dziecka ale mówi że możemy się przecież dalej starać. Pewnie, ale dla mnie ta strata jest teraz niemożliwa do pokonania. Nie powiedzilismy jeszcze nikomu. Nikt też nie wiedział nawet o ciąży... chcę o tym powiedzieć ale nie umiem...
Jak sobie z tym wszystkim poradzić???

Kami1988 (offline)

18-06-2019 09:01:47

Piła
Martarr.. przede wszystkim bardzo mi przykro.. bardzo!! Wiem doskonale jak się czujesz- u mnie minęły 3 miesiące od tego strasznego dnia... u mnie zatrzymanie rozwoju mialo miejsce w 6tc a w 8 doszlo do poronienia.. bylam wrakiem emocjonalnym czlowieka- cały czas płakałam.. po ponad 3 tyg wrocilam do pracy. Pracuje w przedszkolu.. w tamtym czasie powrot był dla mnie niewyobrażalny- Myslalam stracilam dziecko i mam wrócić do dzieci... z perspektywy czasu uważam, że to była najlepsza decyzja. Fizycznie poronienie przeszłam bardzo podobnie do Ciebie.. silny ból, urwany film, potliwosc, dreszcze.. nie chce nawet do tego wracac..
Strata bardzo boli. Jednak uwierz mi, że czas przyzwyczai do bólu, oswoi. Daj sobie czas na żałobę tyle ile potrzebujesz.. wyplacz się.. i naprawdę dobrym wyjściem jest się komuś wygadać.. ja dwa tyg po poronieniu spotkalam sie z moją znajomą, ktora poronila 3x.. rozumiala mnie doskonale.. w tym samym czasie powiedzialam też moim rodzicom. Mój był też dużym wsparciem. Jednak ono to jednak przeżywają troszkę inaczej - przyznaję.
Wróciliśmy do starań. Póki co bez owocu. Wierzę, że jeszcze najdedzie piękny czas..
Dodam, że ogromnym wsparciem była tez dla mnie pani ginekolog - niesamowity aniol. Oppwiadala, że tak jest.. że dzieciątko moglo byc bardzo chore i dlatego tak sie stalo..
I pamietaj jedno : to mi Kochana pomogło: nasze Aniolki nie umierają , one zmieniają datę narodzin ..
Przytulam mocno!

Beatriz32 (offline)

02-07-2019 20:40:20

Pruślin
Bardzo współczuje tak doświadczonym nie wyobrażam sobie co przeżywałyście. Mogę tylko szczerze Was uściskać i wierzyć że pogodziłyście się ze stratą i nie straciłyście nadziei na macierzyństwo, wiele moich koleżanek doświadczyło tego bólu, ludzie różnie to znoszą. Czas goi rany, nawet takie... Polecam starającym coś, co mi starania ułatwiło, był to komputer MyWay, wiem że ciężko po stracie uwierzyć że będzie dobrze, ale do końca trzeba mieć nadzieje. Pozdrawiam.

Kilogrammniej (offline)

03-07-2019 18:52:06

Piszczanica
Od mojego poronienia minęły 3 dni. Na wizycie w 12tc dowiedziałam się że Maluszek nie rozwija się od 9tc. Na następny dzien szpital, płacz i spotkanie z niekompetencja lekarzy. Cały dzień czekałam patrząc na piękne brzuszki kobiet w ciąży aż lekarz "założy" mi tabletke wywołującą ponronienie. Na noc mi ją zalozyli. Zaczęłam krwawić następnego dnia, potem poszło szybko, znieczulenie, zabieg, wybudzenie i zderzenie że pod moim sercem już nie ma mojego dziecka. Bliscy udają że nie ma tematu, nawet nie usłyszałam słów typu "przykro mi"
Nie wiem jak poradziłabym sobie bez mojego chłopaka, koleżanki i siostry. Na prawdę dużo to daje jak wiesz że masz komu sie wygadać.
Stwórz osobisty kalendarz ciąży
Chcesz pisać na naszym forum? Załóż konto w 3 minuty i dołącz do nas już dziś!.

Kliknij żeby zalogować

Forum eBobas.pl - Statystyki

Globalne
Wątki: 5033, Posty: 1226858, Użytkownicy: 72332.
Ostatnio dołączył/a moniamac.

Statystyki tego forum
Wątki: 332, Posty: 103117.