rss wpisy: 8 komentarze: 5

Z przymrużeniem oka ...

Czyli mamusiowe opowieści o wszystkim i o niczym :)
  • Utworzono: 2017-04-23

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Gry

     Czy może być coś lepszego niż spędzanie czasu z dzieckiem? Oczywiście, że nie! Dzieci rosną tak szybko, więc łapmy te ulotne chwile, korzystajmy z tego, że nadal są dziecmi i cieszmy sie każdą minutką :)

    Dzis napiszę o tym, co ja i moje dzieciaki lubimy robić razem, a mianowicie lubimy grać w gry: planszowe, edukacyjne, karciane...żadna nam nie straszna. Jest to idealny sposób, żeby wesoło i przyjemnie spędzić czas z dziećmi przy okazji ucząc je jak wygrywać/przegrywać, jak czekać na swoją kolej, jak być cierpliwym, czy jak znosić porażki, ale też poznajemy ciekawostki np. o świecie, o przyrodzie, o zwierzętach a przy okazji świetnie się bawimy!

    Opiszę króciutko 2 gry, które ostatnio stały się nie tylko moimi ulubionymi, ale przede wszystkim ulubionymi grami moich dzieci.

     


    Pierwsza z nich to "Kotek Psotek" gra planszowa firmy Egmont. Gra przeznaczona dla dzieci powyżej 3 roku życia. Naszym zadaniem jest pomóc myszce, wieiwórce i ptaszkowi dotrzeć do kryjówki na drzewie, ale musimy uważać, bo kotek Psotek jest sprytny i próbuje nasze zwierzaki schwytać! "Kotek Psotek" to gra, która rozwija logiczne myślenie oraz pamięć, ale to co najważniejsze jest to gra kooperacyjna, czyli gracze muszą wspołpracować, by osiągnąć cel gry. Zasada jest prosta: albo wszyscy wygrywamy, albo przegrywamy, najważniejsze jednak, że wspołpracujemy, aby nasze zwierzaczki dotarły do swoich kryjówek. Zapewniam jednak, że zabawa jest przednia, a gra wciąga nie tylko małe dzieci, ale także te starsze, a nawet dorosłych ;) Zdecydowanie polecam!

     

     Druga na mojej liście jest edukacyjna gra planszowa wydawnictwa Hippocampus "Był sobie człowiek". Gra jest pzreznaczona dla dzieci powyżej 8 roku życia. W tej grze wędrujemy przez historię rozwoju człowieka, przez prehistorię, średniowiecze i docieramy do czasów współczesnych. Naszym celem jest oczywiście jak najszybciej dojść do mety, ale podczas naszej podróży odpowiadamy na pytania dotyczące historii życia człowieka, stajemy w szranki podczas pojedynków, tym samym zarabiając pieniadzę (niejdnokrotnie je tracąc ;)). Pytania są bardzo ciekawe, czasami również bardzo trudne, ale tym samym uczą nas o historii, sztuce czy architekturze, a do tego uczą w ciekawy sposob! W opisie gry przeczytałam coś takiego:"trzeba wiele sprytu, pomysłowości i oczywiscie inteligencji, by okazać się lepszym od innych" i to dokładnie odzwierciedla też moje odczucia co do tej gry! Gra jest rewelacyjna nie tylko dla dzieci, ale też dla dorosłych ;)

     

     

    To tylko 2 gry spośród naszych ulubionych, ale akurat te 2 w ostatnim czasie umilają nam deszczowe dni, obydwie gorąco polecam!

    Grajcie w gry z waszymi dziecmi, naprawdę warto!

  • Utworzono: 2017-03-19

    Coś smacznego, coś zdrowego!

    Tak jak chyba każdy rodzic chciałabym, żeby moje dzieci były zdrowe, żeby były odporne...żeby choroby omijały je szerokim łukiem. Nie piszę tu tylko o przeziębieniach czy zapaleniach, ale też tych chorobach, które wraz z rozwojem cywilizacji pojawiają sie coraz częsciej, w coraz młodszym wieku, to choćby cukrzyca, to także otyłośc, ktorej sprzyja brak ruchu i niestety zła dieta.

    Wiadomo, że pierwszym krokiem w tej walce o zdrowo moich dzieci jest własciwa, zbilansowana, zdrowa dieta. Tylko jak to zrobić, skoro wiekszosc produktów, po które sięgamy w sklepie, zawiera barwniki, utwardzacze, mnóstwo cukru, octu i oczywiscie ogromne ilosci konserwantów? Najwazniejsze to czytamy, sprawdzamy, zastanawiamy sie...tak wiem, nie da sie w obecnych czasach jesć całkowicie naturalnie i zdrowo...ale mozemy próbować! Możemy czytac skład produktów, możemy sprawdzać zawartość cukru, możemy kupować produkty bez konserwantów...ba możemy na deser robić sałatki owocowe zamiast batonikow, do szkoły dziecko moze dostawać wode zamiast przepełnionych cukrem soków...Przynajmniej mozemy spróbować.

    I nie zrozumcie mnie źle, moje dzieci jedzą słodycze, piją też soki czy wcinają frytki...ale wyznaję taką zasadę, że wszystko musimy robić z głową, bo nic dobrego nie wyjdzie z tego, jeśli przesadzimy w którąs strone, czy to podawania dzieciom wszystkiego co popadnie, czy też kategorycznego zabraniania im wszystkiego (bo jak wiemy zakazany owoc smakuje najlepiej!).

    W ostatnich dniach w naszym jadłospisie pojawił sie nowy produkt, który testujemy dzięki platformie Streetcom, a jest to Finuu, naprawdę smaczny maślany miks masła, oleju rzepakowego i oleju z lnianki. Finuu jest po prostu smakowite, delikatne, maślane i to co chyba najważniejsze, gdy ma się w domu dwoje dzieci, idealnie sie rozsmarowuje zaraz po wyjęciu z lodówki!
    Ale już pomijając ten rewelacyjny smak, godne zauważenia jest to, że nie zawiera konserwantow, sztucznych barwników i tluszczów utwardzonych! natomiast jego zawartosć to finskie masło, olej rzepakowy i olej z lnianki, które sa bogate w kwasy omega-3 oraz naturalne witaminy A, D i E! Tak, to jest wlasnie połaczenie dobrego smaku i zdrowej zawartosci :)

    Tak wiec drogie mamy, sprawdzajmy co kupujemy, sprawdzajmy skład, wprowadzajmy zdrowe nawyki, uczmy nasze dzieci, jak kupować zdrowe produkty, jak gotować zdrowo, jak jeść zdrowo!

     

  • Utworzono: 2016-03-18

    Dziecięca wyobraźnia

      Dawno, dawno temu, kiedy Mikołaj nie przynosił nam dzieciom tabletów, telefonów i laptopów, w czasach gdy z poobijanymi kolanami przybiegało sie na "Wieczorynkę" obowiazkowy punkt dnia! No wiec dawno, dawno temu gdy zamiast umawiać sie wczesniej na spotkanie z koleżankami mówiło się tylko mamo idę do Anki i wybiegało się z domu...przechodząc do sedna, w tych zamierzchłych czasach do małej Ewy przyszli jej przyjaciele Ania i Zbyszek.

    Było piękne letnie popołudnie, a pomysłów na zabawę chyba z milion, po kilkuminutowych ustaleniach wszyscy zgodnie postanowili pobawić się w dom :) Tak więc Zbyszek był tatusiem, Ewa mamusią, a Ania córeczką. Zaopatrzeni jedynie w wiaderko, stary samochodzik, łopatkę i kilka starych kubeczków ruszyli nad strumyk, który płynął nieopodal domu Ewy. Tata Zbyszek zabrał mały czerwony autobusik i powiedział, że wychodzi do pracy...jak sie pewnie domyślacie był kierowcą autobusu ;) Córeczka Ania zaczęła sie bawić łopatką i wiaderkiem, robiąc zamki z piasku, natomiast mama Ewa powiedziała, że musi zrobić obiad i tu uwaga jej kulinarny kunszt ukazał sie w pełnej krasie, bo na obiad przygotowała gołąbki (z ziemi wymieszanej z wodą, zawiniętej w liście łopianu, do tego kompot z wody zaczerpniętej ze strumyczka a na deser ciasto czekoladowe z błota, udekorowane stokrotkami :) Wtedy tata wrócił z pracy i razem usiedli do stołu czyli sporej wielkosci płaskiego kamienia. Mama pokarmiła córeczkę Anie, a potem....a potem im sie znudziło i wymyślili, że pobiegną na boisko, gdzie starsi chłopcy grali w piłkę...może uda im sie tam usłyszeć coś ciekawego? No bo przeciez brat Ewy chodzi już do piatej klasy i razem z kolegami urzadzają sobie mecze, wprawdzie bramki zrobione są z grubych patyków, ale kto bym sie tym przejmował, skoro każdy mecz to jak gra o wszystko...A mała Ewa siedziała z przyjaciółmi, obserwowała grę i myslała sobie, że następnym razem jak bedą sie bawić w dom musi ugotowac zupę ogórkową, jej ulubioną :)

    Do dziś pamietam jak całe dnie spędzaliśmy na dworze, jak jeździłam na rowerze, jak budowalismy tamy na rzece, jak budowalismy szałasy w lesie nieopodal mojego domu. Pamiętam te potrawy gotowane z błota i traw...Może i nie mieliśmy tylu zabawek i gadżetów ile teraz mają nasze dzieci, ale mielismy ten najważniejszy: dzieciecą wyobraźnię! Dzięki niej karton zmieniał sie w samochód, a błoto i liscie w najsmaczniejsze potrawy :) Nasze dzieci też ją mają, może trochę zasłonietą pzrez nadmiar zabawek, bodźców i bajek, wystarczy jednak, że im pomożemy, że pozwolimy im być po prostu dziećmi, to ten cudowny świat wyobraźni stanie przed nimi otworem :)

  • Utworzono: 2015-11-16

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Zapominalski Mikołaj

     Kilka lat temu, nasz Krzyś postanowił, że jest już duży i sam może napisac list do Św. Mikołaja ucieszyłam się bardzo, bo chociaż te literki były niezbyt ładne, może nierówne, ale za to jak wiele pracy musiał włozyc w napisanie tego listu!!! Tak więc dumna z syna, że jego pierwszy mikołajkowy list juz gotowy powiedziałam, że teraz kładziemy list obok okna, a Mikołaj go w nocy zabierze :) Tak zawsze mówiła mi mama, tak też mówie swoim dzieciom. Listów nie wysyłamy, tylko zostawiamy obok okna, a gdy w domu juz wszyscy spią, Mikołaj przychodzi i liścik zabiera :) Tak więc Krzys bardzo zadowolony położył ten liścik obok okna i poszedł spac. Wszystko przebiegało jak zwykle, tylko, że gdy Krzyś zasnął to "zapominalska" mama zapomniała, że liścik czeka na odebranie....no i położyła sie spać.....

    Oczywiście pierwszą rzeczą jaką zrobił rano Krzysiek to pobiegł do okna, żeby sprawdzić, czy list już zabrany, no i jakież było jego rozczarowanie, gdy sie okazało, że list nadal leży i czeka....Muszę przyznac, ze i ja byłam niepocieszona ;) oczywiscie wytłumaczyłam Krzysiowi, że pewnie to dlatego, że tak wiele dzieci wczoraj zostawiło swe listy, a Mikołaj nie zdazył w jedna noc wszystkich zebrać i jestem 100% pewna, że zabierze go kolejnej nocy(śmiało mogę powiedzieć, że pewna byłam na 200%). Oczywiscie, gdy synek wstał natepnego ranka i zobaczył, że listu nie ma był wniebowziety, a mama zapamiętała sobie, żeby w nastepnym roku poczekać aż Mikołaj przyjdzie i zabierze liscik :)

    Na szczęście Mikołaj spisał sie na medal i przyniośł Krzysiowi wymarzony prezent :)

  • Utworzono: 2015-07-06

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    "Elmer i zagubiony miś"

    "Elmer i zagubiony miś" to bajka Davida Mckee, jedna z wielu niesamowice ilustrowanych bajek o Elmerze, słoniu w kratkę. Opowiada ona o Elmerze, który dowiedziawszy sie, że słoniątko zgubiło swojego ulubionego misia, postanawia mu pomóc. Przede wszystkim pożycza słonikowi swojego własnego misia, a potem wyrusza wraz ze swoim kuzynem Wilburem na poszukiwania zaginionej przytulanki...

    Moja córeczka uwielbia wszystkie opowieści o Elmerze, ale wakacje u dziadków na wsi upłynęły własnie na czytaniu tej o zagubionym misiu :) Dlaczego Kasi podoba sie własnie ta? Nie wiem...może dlatego, ze jest tak barwna i kolorowa, a  przygody Elmera są zawsze ciekawie opisane :) Ja natomiast napiszę (z perspektywy mamy :)), dlaczego ja lubię opowiesci o słoniu w kratke. Przede wszystkim jest on przyjaznym, miłym i uczciwym słonikiem :) Podczas swoich przygód pomaga innym i uczy jak należy postepować. Poza tym ksiazki są pieknie ilustrowane i spodobają sie nawet maluszkom, bo można je nie tylko czytac, o ilustracjach można pięknie opowiadać. Dodatkowym plusem jest to, że nie sa zbyt długie, wiec nawet dla tych dzieci, ktore nie mogą usiedziec w jednym miejscu dłużej niz 3 sekundy będa odpowiedniej długosci ;)

    Książka "Elmer i zagubiony miś" jest dla mnie przykładem tego, że nawet w najprostszym opowiadaniu możemy przekazać dziecku pewne zasady, pouczenia, nasze mądrosci :)

    " Nie wiedziałeś? - zdziwił się słoń w kratkę - Nie trzeba sie wyróżniać, aby być wyjątkowym. Każdy miś jest wyjątkowy, zwłaszcza dla swojego własciciela."

     

  • Utworzono: 2015-07-05

    "To, co zostało" Jodi Picoult - Receznzja

    "W każdym z nas jest potwór i w każdym z nas jest święty. Pytanie tylko, któremu damy pierwszeństwo, który pokona drugiego."

    Sage Singer jest młodą Żydówką, która pracuje w piekarni, chodzi na spotkania grupy dla osób, które kogoś straciły i spotyka sie z żonatym mężczyzną. Podczas jednego ze spotkań grupy poznaje starszego mężczyznę, Josefa  z którym sie zaprzyjaźnia. Josef jest miłym starszym panem, lubianym przez wszystkich nauczycielem na emeryturze. Podczas jednej z rozmów meżczyzna wyznaje jej, że nie jest tym, za kogo sie podaje, że podczas II Wojny Światowej zabijał. Teraz prosi Sage o przysługę, prosi ją, aby pomogła mu umrzeć...

    Ksiażkę Jodi PIcoult "To, co zostało" wzięłam, ze sobą na wakacje całkiem przypadkowo, przed wyjazdem byłam w bibliotece, żeby zaopatrzyc sie w odpowiedni zapas ksiazek na wyjazd :) Ta ksiażka leżała sobie  na półce blisko mnie, gdy stałam  z gotowym juz pakietem do wypożyczenia...czytałam wczesniej ksiażki, Jodi Picoult, ale o tej nie słyszałam...bez zastanowienia wzięłam jeszcze tę jedną pozycję i przygotowana na wyjazd wyszłam z biblioteki. Muszę przyznać, że gdy zaczęłam ją czytać to spodziewałam sie czegoś innego, oczywiscie spodziewałam sie ciekawej historii, ale to co było dane mi przeczytac po prostu mnie dotknęło...Książkę przeczytałam jednym tchem (dzieki uprzejmości mamy i męża, ktorzy zajmowali sie dziećmi :)) Temat niebanalny, masowe mordy, nazizm i ci, którzy umierali...nie....ci, którzy byli mordowani :nauczyciele, sprzedawacy, piekarze, kobiety, mężczyzni, starcy i dzieci...miliony! Historia opisana z perspektywy tego, który zabijał i tej, która przeżyła, przetrwała. Historia, która zmusza do myślenia, która nie daje innej możliwości niż zastanowić sie nad tym, co juz jest przeszłoscią, co nas nie dotyczy...czy aby na pewno? To historia, która przypomina, że człowiek jest zdolny do wszystkiego. To książka, która zadaje nam też pytanie, czy my potrafilibyśmy wybaczyc i czy wolno nam wybaczyc.... "To, co zostało" Jodi Picoult, to ksiażka, która na pewno nie jest lekką pozycją, która umili wakacyjny pobyt na plaży, czy będzie idealnym dopełnieniem pięknego zachodu słonca. Nie, to książka, która dotyka do żywego, która zmusza do zastanowienia sie, do rozmowy, to książka, która nie pozwala spokojnie zasnąć, to książka, której nigdy  nie da się zapomnieć!

  • Utworzono: 2015-05-05

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Tak szybko....

    Jak to możliwe, że ten czas tak szybko mija?! Przecież to zaledwie moment, chwila, była ogromna radośc, pierwsze usg, potem pierwszy płacz i pierwszy uśmiech. Pierwsze kroki, pierwsze słowa pojawiły sie tak szybko i sprawiły ogromna radość :)  A teraz... tak nagle... juz przedszkole?

    Kolejny etap przed nami Kasia bedzie przedszkolakiem :) A Krzys będzie drugoklasistą juz bez asystenta, to ogromny sprawdzian, a zarazem postep! Kolejny krok! Tylko jak to możliwe, że to tak szybko mineło? Oglądam sobie zdjecia moich dzieciaczków i czasami nie mogę uwierzyc, że ten mały pulchny bobasek, to mój syn, który tak pieknie teraz czyta i opiekuje sie siostrą!

    Ogarnia mnie nostalgia, bo te czasy mineły bezpowrotnie, ale zarazem jestem dumna, bo przeciez mam dwoje takich fajnych prawie"dorosłych" dzieci :)

  • Utworzono: 2015-03-10

    Ciągle w biegu

    Zastanawiam się od jakiegos czasu, kiedy ja odpocznę? Niby mam tylko 2 dzieci..powiecie tak zwyczajnie, przecietnie tak...nie pracuje...powiecie no i dlaczego ona narzeka?

    A tak sobie narzekam, nie tak jakoś mocno narzekam, bardziej stwierdzam, że zmeczenie czasami bierze górę, że pomiedzy kolejnym wyjściem, do szkoły, do lekarza, na terapię brakuje juz czasu na chwilkę zabawy z dziećmi..

    Są takie dni, jak ten dzisiejszy, kiedy otwieram kalendarz, sprawdzam, co nas czeka w tym tygodniu, staram sie zapamietac, zeby czegoś nie przegapic i od samego myslenia o tych naszych podróżach robię się zmęczona :(

    Może to wpływ wiosenego przesilenia? A może po prostu przydałby mi sie weekend z dobrą ksiazką, może w SPA, może weekend, gdy po prostu nic nie robię, gdy nie muszę sie niczym przejmowac..tak to chyba takie moje małe marzenie, kilka dni, spokoju, kilka dni, gdy nie byłabym w ciagłym biegu...

<img src="https://static.ebobas.pl/img/main/control_prev.gif" class="img_paginator" alt="" />
<img src="https://static.ebobas.pl/img/main/control_next.gif" class="img_paginator" alt="" />

Kwiecień 2017
PN WT ŚR CZ PT SO ND
          01 02
03 04 05 06 07 08 09
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
  • Avatar

    Krzychu (Krzysztof)

    Urodziny: 08.11.2006

    Imieniny: 12.7

  • Avatar

    Kasiula (Katarzyna)

    Urodziny: 01.06.2012

    Imieniny: 10.4

Co najbardziej cię cieszy w nadchodzącej wiośnie?



Zobacz wyniki ankiety, skomentuj