powrót do bloga

rss wpisy: 15 komentarze: 4

Przyszła mamusia:)

Utworzono: 2015-01-09

Narodziny Dominisia :) 20.10.2014

No i znalazłam troche czasu w koncu.... Zostałam mamusią, zostaliśmy rodzicami!!! Dominik przeszedł na świat w poniedziałek 20 października 2014 o godz. 11:05. Po porodzie ważył 3280 gram i mierzył 55 cm. Nasze szczęście!!! Dominik ma juz 10 dni (w momencie kedy zaczelam pisac wpis) i jest spokojnym, niepłaczących i zdrowym chłopcem! Pije mamusi mleczko z cycusia i dużo śpi - jak to noworodek :) Poród? hmm no to kilka szczególow: Zaczęło sie w niedzielę 19 października ok godz. 16, kiedy to na wkładce zauwazyłam ciecz podbarwioną krwią. Jakos nie przelękłam sie bardzo, tylko obserwowałam siebie. Wiem przeciez, że jesli to czop ( a tak mniej wiecej uczono nas ze wyglada gdy odpada) to czasem jeszcze długa droga, mozna nawet tydzien jeszcze chodzic w takim stanie. Po ok. 1,5 godzinie zauwazyłam juz niepokojący objaw, otóz na wkładce była juz żywo czerwona krew oraz spory krzep krwi. Oznajmiłam męzowi o tym, i padła decyzja "jedziemy do szpitala". pojawilismy sie tam ok godz.18. Badanie Ktg wykazalo drobne skurcze, ale rozwarcia nie było. Lekarz wykonał tez badanie USG, gdzie praktycznie bez słowa oceniał stan maluszka itd. Według niego maluszek ważył mniej wiecej 3100 gram. Troche mnie to zmartwiło, bo znaczyłoby to tyle ze bardzo malo synek przybrał od 36 tyg. kiedy to wazył 3000 gram. Zostałam polozona na odział położniczy. Mąż...widziałam że sie wystarszył, kiedy to zbieralismy sie do szpitala...mówił do mnie "spokojnie kochanie, spokojnie", ale to chyba on sam takich słow potrzebował;) potem czekając juz na mnie po badaniu na izbie przyjęc, wyglądał blado...chyba do niego dotarło że zaczyna się :) Polozna przyjmujaca mnie na oddział, podpowiedziałą by mąz jutro przyniosł mi rano jakies bułeczki i cos do obłożenia, jogurty, itp bo jedzenie tu dają liche. Po pożegnaniu z męzem, zajęłam łożko, przy którym stał "pojazd" dla dzidziusia, w którym po porodzie bedzie umieszczony. Na sali była juz Karolina - mama, z urodzoną poprzedniego dnia córeczką Alinką....Noc minęła mi w skurczach...mniej wiecej co 6 min. Bóle były nie tęgie...krzyżowe polączone z bólami u dołu brzucha. Boleśnie... Podczas nocy połozna co jakis czas badała rozwarcie i tak z 1 cm zrobily sie 2 cm, by nad ranem ok godz. 6-7 doszły do 5 cm. Na godz. 7 umówiona byłam z męzem na to że przyniesie mi jedzenie, tak tez było, siatke z jadłem dostarczyła mi polozna, ktora jak się później okazało, odbierała porod. zadzwonilam do niego by nie odchodzil za daleko, bo wskazuje na to wiele ze za chwile bede rodzic. Poszło polecenie od poloznej "idziemy rodzic"! "Prosze wziąc ze sobą wodę, pampersy i podkłady poporodowe". Wziełam jeszcze cukierki Nim 2, by nie opasc z sił i zarzyć troche słodkiego, bo jesc przeciez nie mozna, oraz skarpetki, jako ze jestem zmarźluchem :) Gdy byłam juz przygotowana na sali porodowej i wiłam sie z bólów od skurczów, wszedł mąż, jakos spokojny i usmiechniety. wspierał mnie bardzo podczas porodu, poczawszy od mrugania okiem gdy tylko na niego spojrzałam, konczywszy na polewaniu mnie prysznicem w okolicach kręgosłupa i na brzuszku. Tak, wziełam kąpiel w wannie ktora spowodowała ze szybciej doszło do rozwarcia, 6-7. potem przyszły bóle parte, jeeeenyyyyy, co za ból, myslalam ze zaraz zejde z tego fotela i wyjdę....ale nie wiem gdzie heheh. Doslownie chciałam stamtad uciekac. Nie spodziewałam sie takich boleści. By ulżyć sobie w bólu objęłam męża za szyję i zwisałam wystawiając kuferek, ale wymagało to ode mnie siły by utrzymać się i zwisać na nim, a siły właśnie brakowało, więc nie byłam w tej pozycji długo. Potem przyjęłam pozycję na klęczkach i podpierałam się rękoma., niby pomagało ale bóle stawały się coraz intensywniejsze, krzyczałam z bólu, to były juz bóle parte wiec myslam ze zaraz zrobie k....ę, takie było wrażenie. Położna obserwowała wciaż moje zachowanie i zdecydowała, bym już usiadła na fotelu gdzie ostatecznie powiłam synka:) Nie bede opisywac szczegółów tego aktu, podobno poszło szybko, bo ok 15 min. Synek urodził się o godz. 11:05 (20.X.2014). Dostał najpierw 6, po 5 minutach 10 punktów w skali Apgar...był obkręcony w pepowinie i po urodzeniu nie zapłakał, więc musiano mu podać tlen (tzw. zamartwica). Pamietam z tego tylko jak lekarz pediatra masowała go po ciałku, a on miał wiotkie ciałko i sine nieco. po podaniu tlenu za chwilę zapłakał, i pokazano mi go i zapytano co urodziłam pokazując mi synka w całej okazałości łącznie z jajeczkami :) Juz w czasie gdy podawano tlen, synek lezał mi na klatce piersiowej, już od tego momentu kontakt ciało do ciało miał miesce...piekne.... gdy sobie popłakał, przystawiono mi go piersi, wiadomo synek nie łapał piersi ale zadaniem było poczucie ciepła, zapachu mamy :) w tym czasie zszywano mi nacięte na moje życzenie krocze, bo bałam się że mnie rozerwie nie w tę stronę co trzeba. Bolało również, ale ból nieprównywalny do porodowego hehe. Momenty po porodzie uwieczniał Tatuś, nagrał też przejmujący dla mnie filmik...bo jak się okazuje nie wiele pamiętam z tego momentu po urodzeniu. Od tego momentu tuliłam już swojego synka ...kocham Cię synku, witaj na świecie, tak bardzo na Ciebie czekaliśmy!!!   p.s. w momencie dodawania wpisu Dominis ma juz 12 Tyg. (prawie 3 mce) i jestemy po 1 szym szczepieniu,14.01. przed nami drugie,

3280 gram i 55cm szczęścia

Komentarze

Jeśli chcesz dodać komentarz musisz się zalogować.

Lipiec 2017
PN WT ŚR CZ PT SO ND
          01 02
03 04 05 06 07 08 09
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31            

Czy szczepienia dzieci powinny być obowiązkowe?



Zobacz wyniki ankiety, skomentuj