powrót do bloga

rss wpisy: 27 komentarze: 6

Mój mały świat...

...zaszłam w ciążę, niby nic nowego, jak wiele kobiet zostałam zostawiona przed faktem dokonanym, i się zaczęło...

Utworzono: 2013-01-01

Podsumowanie Noworoczne Starego Roku...

...Gdybym miała podsumować rok ubiegły? nie był w cale zły, przyniósł wiele doświadczeń, stałam się mamą po raz drugi a Ktosiek ojcem po raz trzeci, Kornelka awansowała na pełnoprawną siostrę, a Daga zyskała braciszka. Po raz kolejny miałam okazję doświadczyć macierzyństwa z całym wachlarzem etapów rozwoju, brałam czynny udział w wychowywaniu, byłam a nie stałam z boku przyglądając sie biernie na to co mnie otacza, byłam częścią, ponosiłam małe klęski i wielkie sukcesy. Każda chwila sprawiała radość, troski, kłopoty , doprowadzała do wyciągania wniosków, wysupłania nici z konsekwencji, pokora czyni z człowieka szlachetnym, pozwala docenić i dojrzeć to co się ma w zasięgu ręki, bez gnania za rzeczami które tylko wypełniają naszą próżność, nie to jest w życiu ważne, sukces, prestiż, wysoka pozycja, ale fakt że sprawia nam radość to w czym czujemy sie najlepiej, bezpiecznie, by inni mogli również czerpać korzyści dla siebie. Ubiegły rok ( a było to wczoraj ), wiele zmienił we mnie samej, pozwolił dojrzeć do roli żony, z przybytkiem kolejnych doświadczeń, błędów, miłości która do łatwych nie należy. Tym bardziej teraz kiedy Ktosiek gdzieś tam, położony na sali , samotny, utęskniony, widzę jak mi go brakuje, jak to człowiek sie przywiązuje do drugiej osoby, niby na co dzień mając jego osobę nie zdawałam sobie sprawę z takich prostych rzeczy jak choćby robienie przelewów, zawsze to On zasiadał przed kompem i klikał cyfry, to on zajmował sie wieloma rzeczami , podzieleni obowiązkami tak by nie obarczać jednej postaci by nie czuła utrapione ramiona, teraz wiem ile kosztuje pracy, wysiłku bycia samej, z dziećmi, które zawsze czegoś chcą, potrzebują, które nie znają słowa i znaczenia cierpliwości. Zmęczona jestem bardzo, strapiona, smutna, bo tak bardzo mnie ciągnie, rwie do Ktośkowego ciała, wielkiego, miękkiego, do jego oddechu, dotyku, a jestem tu gdzie jestem, w domu w śród dwójki rozbrykanych, radosnych dzieci które to przyjęły Sylwestra jako coś nowego, świeżego, pochłaniały całym swoim ciałkiem, małym rozumkiem to co widziały spoza okna, szyby, fajerwerki , wystrzały petard, okrzyki radości, muzyka, lejące sie picolo, szampan w cenie trzech bochenków chleba po którym dziś czuję mózg wielkości arbuza, Gabryniu sie nie bał, z zaciętym zainteresowaniem obserwował co tam w dole na placu zabaw dorośli przygotowali, nawet dziadka wygnaliśmy by walnął ze dwa wielkie fontanny fajerwerków, kaskada barw, paleta kolorów, a wszystko dla nich. Niby życzenia składane jak co roku ( tracę nadzieję na ich realizację), pobieżnie by sie działo dużo pozytywnego, jak najmniej negatywnego, a przede wszystkim zdrowia, bo na co mi świat rzucony pod nogi jak człowieka boli, zmaga choroba. A po pierwszej z lampką wina gdzie dzieci uśpione muzyką z Polsatu odleciały na łąki umajone ja oddawałam sie rozmyślaniom, taka refleksja , podsumowanie, jak co roku, człowiek liczy straty, dodaje zyski i jakoś tam wychodzi równa pochyła. Wyszło na plus, rok który obfitował w zdrowie, ( którego zabrakło pod koniec), wakacje nasze pierwsze od...z Gabryniem, Kornelką...nasze wycieczki, lato pełne zieleni, muzyki, rozrywki, Gołuchów i zamek Czartoryski, wszystko zwiedzane z wózkiem , z dziećmi, jesień paletą barw, zieleni, żółci, czerwieni...zima i lepienie bałwana, frajda z jazdy na sankach, radosć dzieci z białego szaleństwa, święta, Mikołaj i choroby z którymi dopiero teraz sie uporaliśmy. Wczorajsza wizyta u pediatry dała nadzieję, odstawiła zastrzyki, a wiec nadzieja że zapalenie oskrzeli odeszło. Teraz żeby tylko Ktośkowi pomogli urodzić, byłoby cudownie...Mówi się jaki Sylwester takie następne 12 miesięcy, czyli wychodzi na to że mój kochany sobie poleży całe 360 dni w roku? że będziemy sie mijać, tęsknić, usychać za sobą? oby nie. Co przyniesie nowy rok? co sobie postanowić, bo każdy lubi tworzyć listę rzeczy od których trzyma sie z daleka lub pragnie wprowadzić je w życie. Ja nie planuję, zawsze wychodzi na odwrót, po co mi zawody, flustracja i rozgoryczenie, po co potem lizać rany bo się chciało a nie mogło się spełnić, wszystko co tworzymy w życiu wychodzi z naszej incjatywy, ręki, od naszych wyborów. To my tworzymy przyszłość a nie inni, chyba że pozwolimy by osoby trzecie decydowały o naszym losie.

 

Ludzie szu­kają szczęścia, za­pomi­nając, że naj­pierw trze­ba coś zgu­bić, by móc szu­kać. W tej ciągłej po­goni umy­ka nam, że to, co naj­ważniej­sze ma­my pod no­sem. Bo tak nap­rawdę do szczęścia pot­rzeb­ny nam jest dru­gi człowiek. Dłonią dot­knij dłoni, a dot­kniesz szczęścia.

21807_444517358946250_1730300377_n.jpg

Komentarze

Jeśli chcesz dodać komentarz musisz się zalogować.

Jestem wesoła, spontaniczna, impulsywna, śmieszna a i poważna. Kocham książki, dzieci, męża, psa i przypadkowego kota, lubie jak jest ciepło, ryba bierze, motyle fruwają...
Październik 2020
PN WT ŚR CZ PT SO ND
      01 02 03 04
05 06 07 08 09 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30 31  

Co sądzisz o tym, by każda kobieta mogła zażądać porodu w drodze cesarskiego cięcia?



Zobacz wyniki ankiety, skomentuj