Utworzono: 2014-09-24

W wielkim skrócie o 16. sierpnia

 Minęło nieco ponad 5 tygodnie odkąd Iga przyszła na świat. Nie będzie pewnie dla nikogo zaskoczeniem, że obróciła nasze życie o 180 stopni. Czas wolny poświęcam na przygotowanie obiadu, domowe porządku no i oczywiście spacery. Czas dotychczas spędzony przy komputerze, na czytaniu książek czy po prostu robieniu niczego odszedł w niepamięć – wyszłam kompletnie z obiegu, nawet nie nadążam za facebookiem i tym, co dzieje się na skrzynce mailowej. Skrzynka mailowa z pracy? Kompletnie zapomniałam o pracy, w końcu poszłam na roczny urlop macierzyński… ale od początku, skoro Mała zasnęła, niech to będzie moment na wspominki :)

 

 

Zaczęło się od „nieszczęsnego” 1 cm rozwarcia, które pojawiło się przy okazji kontrolnej wizyty, nieco podekscytowani „obietnicą” pani dr (wpis z 13/08) dopakowaliśmy torbę i wyczekiwaliśmy... Następny dzień przyniósł nam nowe wiadomości, z porannego KTG wyszły dwa wyraźne skurcze (których w zasadzie nie czułam), zaś z popołudniowego USG wyszłam nieco „uspokojona” przez lekarza, ponieważ (cytując pana dr) „w końcu to są tylko skurcze przepowiadające”. Mimo tej informacji zaczęłam czuć dziwne pobolewanie w podbrzuszu, w tamtej chwili bardzo delikatne, dla mnie niewiele znaczące, ponieważ jako pierworódka nie miałam bladego pojęcia jak powinno odczuwać się właściwe bóle porodowe – wszyscy tylko w kółko powtarzali „na pewno ich nie przeoczysz” i tyle. Mało tego spotkałam się ze zdaniem, że powinnam wyczekiwać bóli w dnie macicy – teraz już wiem, że bóle te nie miały w moim przypadku nic wspólnego z rwaniem w tej okolicy, lecz jedynie „typowym” skurczem jaki spotyka się podczas okresu (tylko kilkukrotnie mocniejszym, z podkreśleniem na kilkukrotnie :)). Rozwarcie wtedy było bez zmian, miałam się nie martwić, że cokolwiek mi umknie. 15 sierpnia mieliśmy święto (ponieważ mój mąż pracuje w zagranicznej firmie miał tego dnia iść do pracy, jednak stwierdził że zbytnio martwi się o mnie i nie zostawi mnie samej przy tych wszystkich sygnałach), cała rodzina męża spotykała się wtedy u babci na imieninach, nas nie było, moje niby_przepowiadające nabrały siły i nie czułam się na spędzanie dnia w tłocznym towarzystwie – korzystaliśmy z ciszy i spokoju, pamiętam że nawet skusiliśmy się na niewielki spacer, dzięki któremu miałam wrażenie że ból przeszedł. 16 sierpnia o 2 w nocy zaniepokoiłam się (w zasadzie był to niepokój pomieszany z pozytywnymi emocjami pt. „czy to już?”), bóle przybrały na sile, mało tego zauważyłam w nich regularność – co 20 minut, myślę sobie że to sporo, jednak lekka ekscytacja nie pozwoliła już mi zasnąć. O godz. 4 regularność zeszła do 15 minut, obudziłam męża, ponieważ stwierdziłam, że jeżeli w tym tempie będzie się coś zmieniać to do 6 rano powinnam mieć bóle co 10 minut. Wzięliśmy prysznic, zjedliśmy śniadanie, liczyliśmy skurcze. Zgodnie z moim założeniem do godz. 6 bóle były regularne, co 10 minut, decyzja? Jedziemy, bo przecież w szpitalu zanim mnie przyjmą, zrobią KTG i badanie… O 6:30 byliśmy już zarejestrowani, godzinne KTG potwierdziło regularność, którą czułam. Pozostało badanie lekarskie. Niestety lekarz stwierdził, że rozwarcie niewiele się zmieniło (1 palec), jednak postanowił mnie przyjąć na oddział patologii. Pamiętam, że w całym wywiadzie miałam ocenić skalę odczuwanego przeze mnie bólu, powiedziałam że jest to takie solidne 4 na 10. Z tej perspektywy wiem, że mogłam to ocenić zdecydowanie niżej  Jednak ciągle nad głową miałam myśl „zaczęło się, ale kiedy urodzę”. Przydzielili mnie do pokoju, w którym znajdowały się jeszcze dwie oczekujące mamuśki – jedna w 41 t.c. leżała w szpitalu od tygodnia, druga w 42 t.c. druga grzała łóżko już od 2 tygodni, obie już po 2 próbach oksytocynowych, żadna z akcją skurczową i ja jedna… z myślą czy też będę się długo bujała w szpitalu? Na szczęście już przy obchodzie lekarz rzucił pocieszająco „ale pani dziś urodzi”.

 

Do godz. 15:30 byłam „rozkręcona” już na 3 palce i doskonale rozumiałam pojęcie „skurcze porodowe”, stąd z patologii przeniesiono mnie na porodówkę. Ten etap porodu wolę pominąć, chociaż przyznam się, że większość opowiadał mi mąż – stres, wrażenia, emocje… wiadomo :) O godz. 18 odeszły mi wody (nareszcie!), zaś o 19:53 nasza Mała Iga pojawiła się na świecie. Z nieco jajowatą główką, o wadze 3750g, 54cm długości i zdobytymi 10 punktami.

Girki naszej Igi

Komentarze

Jeśli chcesz dodać komentarz musisz się zalogować.

Świeżo upieczona Mama :)
Sierpień 2017
PN WT ŚR CZ PT SO ND
  01 02 03 04 05 06
07 08 09 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Najmilsza rzecz w czasie tych wakacji to:



Zobacz wyniki ankiety, skomentuj