rss wpisy: 5 komentarze: 9

Bede Twoja tarczą...

Mam na imię Joanna, prawie 30-tke na karku i chyba 2-tonowy bagaż życiowy na plecach. Jestem średnio szczęśliwa mężatka (docieramy sie heh) i mama 6 letniej Gabryni, oraz aniołka w niebie. Długo biłam się z myślami czy opisać, to co czuje, czy ktoś zle nie odbierze tego co chce przekazać.. Zdecydowałam sie bo wiem, że mi to pomoże w zrozumieniu siebie, swojego postępowania, przypomni mi dobre chwile....A przede wszystkim pozwoli mi wyrzucić z siebie wszystkie mysli wraz z emocjami.
  • Utworzono: 2012-02-02

    Wyjatkowa matka


    Czy zapytaliście się kiedyś siebie, w jaki sposób Pan Bóg wybiera matki upośledzonych dzieci?
    Postaraj się wyobrazić sobie Boga, który daje wskazówki swym aniołom zapisującym wszystko w swej olbrzymiej księdze.
    - Małecka, Maria, syn. Święty patron, Mateusz.
    - Kurkowiak, Barbara, córka. Święta Cecylia.
    - Michalewska, Janina, bliźniaki. Święty patron... niech będzie Gerard.
    - Wreszcie mówi do Anioła z uśmiechem jakieś imię:
    - Tej damy dziecko upośledzone.
    - A na to ciekawski anioł:
    - Dlaczego właśnie tej, Panie? Jest taka szczęśliwa.
    - Właśnie tylko dlatego - mówi uśmiechnięty Bóg. - Czy mógłbym powierzyć upośledzone dziecko kobiecie, która nie wie czym jest radość? Byłoby to okrutne.
    - Ale czy będzie miała cierpliwość?, pyta anioł.
    - Nie chcę, aby miała nazbyt dużo cierpliwości, bo utonęłaby w morzu łez, roztkliwiając się nad sobą i nad swoim bólem. A tak, jak jej tylko przejdzie szok i bunt, będzie potrafiła sobie ze wszystkim poradzić.
    - Panie, wydaje mi się, że ta kobieta nie wierzy nawet w Ciebie.
    Bóg uśmiechnął się:
    - To nieważne. Mogę temu przeciwdziałać. Ta kobieta jest doskonała. Posiada w sobie właściwą ilość egoizmu.
    Anioł nie mógł uwierzyć własnym uszom:
    - Egoizmu? Czyżby egizm był cnotą?.

    Bóg przytaknął.
    - Jeśli nie będzie potrafiła od czasu do czasu rozłączyć się ze swim synem, nie da sobie nigdy rady. Tak, taka właśnie ma być kobieta, którą obdaruję dzieckiem dalekim od doskonałości. Kobieta, która teraz nie zdaje sobie jeszcze sprawy, że kiedyś będą jej tego zazdrościć.

    Nigdy nie będzie pewna żadnego słowa. Nigdy nie będzie ufała żadnemu swemu krokowi. Ale, kiedy jej dziecko powie po raz pierwszy "mamo", uświadomi sobie cud, którego doświadczyła. Widząc drzewo, zachód słońca lub niewidome dziecko, będzie potrafiła bardziej niż ktokolwiek inny dostrzec moją moc.

    Pozwolę jej, aby widziała rzeczy tak jasno, jak ja sam widzę (ciemnotę, okrucieństwo, uprzedzenia), i pomogę jej, aby potrafiła wzbić się ponad nie. Nigdy nie będzie samotna. Będę przy niej w każdej minucie i w każdym dniu jej życia, bo to ona w tak troskliwy sposób wykonuje swoją pracę, jakby była wciąż przy mnie.

    - A święty patron?, zapytał anioł, trzymając zawieszone w powietrzu gotowe do pisania pióro.

    Bóg uśmiechnął się.

    Wystarczy jej lustro.

    Bruno Ferrero

  • Utworzono: 2012-01-31

    "Gdy jedna bieda nie poradzi, musi wiecej sie zgromadzic"

    Bylismy dzisiaj na comiesiecznych badaniach, zapalenie krtani odeszło, ale kaszel nadal sie utrzymuje... Leczenie postepuje bardzo wolno, zwykły kaszel u "zdrowego" dziecka leczy sie w ciagu tygodnia u nas trzeba dodac do tego jeszcze dwa. Żeby jednej biedy było mało to jeszcze spalił nam sie nebulizator, nie wiem jak bez niego podołamy, wypożyczyc niema sensu, bo kaucja nie mala.. a na nowy nas nie stac w tym miesiacu, może w przyszłym naskrobie. Nie posiadamy własnego czterokołowca, wiec jeżdzenie do osrodka na nebulizacje też odpada. Pogoda nam też nie ułatwia wycieczki na nogach, za zimno. Całe ferie nam przelecą w domu z nosem przy szybie, chociaż jestem mamą dosyc kreatywną i staje na głowie, żeby Gabi sie nie nudziło to już kończa mi sie pomysły. Energia też gdzies ucieka, mało śpie, wstaje w nocy oklepuje, nasłuchuje, przykrywam, poprawiam, wczesniej jeszcze inchalowałam, teraz to odpada....  Dobre wiadomosci sa takie, że od ostatniej wizyty na odziale w Olsztynie tj, 27 listopada, Gabrynia przybrała prawie kilogram i urosła 1 cm!! Sterydy swoje robia, apetyt jest i widac efekty.

    Pani doktor miną nie przyjmujacą sprzeciwu zakomunikowała mi, że mam wziac sie za siebie, bo jak tak dalej bedzie to sama sie rozchoruje. A co za tym idzie pożytku ze mnie nie bedzie... Faktycznie od kwietnia schudłam jakieś 16 kilo, ale nic nie poradze na to, że tak mój organizm działa na stres. Dieta cud... tylko buzia jakas nie moja jak zagladam w lusterko, zawsze byłam pucata, a teraz moje pultyny sie zapadły :) 

     

    Dostałam tez dzisiaj długo oczekiwanego maila ze zdjeciem Gabi i Edyty Olszówki, zdjecie zrobiono przy ostatniej wizycie na oddziale, mamuska podekscytowana bo pozna jakiegos VIP-a, Gabi mniej, bo nie rozumie o co chodzi..." Kto to, ta gwiazda i o co tyle szumu". Olszówka wchodzi na sale, usmiechnieta, ciepła. Mała z mina" wielkie mi co", dopóki Edyta sie nie odezwała... No i szok, Gabrynia oczy jak złotówki, japka otwarta, ciagnie mnie za bluzke i mówi: Mamo to LULU!! Ja  na to czerwona jak burak, że to To pani aktorka, która gra w ulubionym serialu mamy.  Olszówka jeszcze bardziej rozpromieniona zasmiała sie i wytłumaczyła niedomyslnej mamusce, że jest tez LULU, bo dabbinguje jej postac, a bajka w roli głównej z LULU leci codziennie na minimini.... No i takim sposobem mama ma autograf ulubionej aktorki, a Gabka postaci z kreskówki.

     

     

  • Utworzono: 2012-01-26

    Mamy ferie :)

    Od poniedziałku mamy ferie, Gabrysia nie pocieszona, jeszcze zachłyśniecie sie szkoła jej nie odeszło... Mamy marudzenie, że te ferie długo trwają i odliczanie dni na kalendarzu do końca. Swoja drogą, bardzo mnie cieszy ten zapał, ale nie raz też zachodziłam w głowe ile w niej energii i gdzie leży studnia z której ja czerpie. Za oknem mamy sniegu po kolana z którego jeszcze nie lepiłyśmy bałwana, bo przyplątało sie do nas zapalenie krtani. Pięknie sie już wszystko odrywa, wiec może za trzy dni, wyjdziemy i my na sanki. Jak na razie pozostaje nam tylko patrzenie przez okno.

    Przed feriami "od bimbałam" wywiadówkę semestralną, na tle innych dzieci nasz uparciuch wyszedł całkiem pozytywnie. Radzi sobie na równi z innymi dziećmi, mimo wielu zaległości które powstały przez nasze pobyty w szpitalu. Podejrzewam, że gdyby nie nasza praca domowa, nie byłoby tak różowo. Podsumowując jestem dumna z mojej kruszyny, dzielna i mądra z niej dziewczyna.

  • Utworzono: 2012-01-13

    Gabrysia i jej gwiazdy.

    Dzien na wariata, jak zwykle gdy mama "zaspi" i znowu Gapka spózni sie przez nią do szkoły.... A spało sie tak dobrze dzisiaj. Pewnie dlatego, że przez wczorajsza wichure zabrali dostawe prądu, człowiek miał czas sie wyciszyc, podumac przy blasku swiec.... i zaspac z rana.

    Gabrynia bardzo lubi swoja grupe w zerówce, a najbatdziej na swiecie Pania Bożenke, która jeszcze mnie uczyła w szkole. Długo zastanawialismy sie z meżem czy powinnismy puscic małą do szkoły czy skorzystac z nauczania domowego, które jej przysługuje. Doszlismy do wniosku, że jeżeli jej stan zdrowia pozwoli, aby mogła normalnie uczestniczyc w zajeciach to tak sie stanie. Faktem jest, ze Gabrynia dużo opuszcza, gdy przychodza gorsze dni, ale ile radosci sprawia jej szkoła gdy jest dobrze. Z racji tego, że jest jedynaczką przebywanie z dziecmi, integrowanie sie z innymi, jest dla niej wielka frajdą.

    Gdy pierwszego wrzesnia szlismy na rozpoczecie roku byłam dumna jak paw, Gabrynia w białej bluzeczce, podekscytowana, wesoła. Niestety nie doczekała do konca apelu, na auli było zbyt duszno, musiałysmy wyjsc.... Poszłysmy tam gdzie nie ma gapiów, czyli do wc. Wtedy zaczełam watpic czy dobrze postapilismy, a czekała mnie jeszcze przeprawa z Pania Bożenką, jak jej powiedziedz że Gabi zachorowała żeby sie nie rozryczeć?! Przecież gdy ja zapisywałam w marcu do szkoły była jeszcze zdrowa, jak ona przyjmie wiadomosc o tym, że bedzie miała w grupie troche inne dziecko?

    Na szczescie nie było tak zle jak myslałam, faktycznie rozryczałam sie jak bóbr, emocje nie dały sie okiełzac... Okiełznała je "moja Pani" i jak zwykle ciepło i rzeczowo omówiła ze mna plan nauczania małej.

    Dzisiaj jednak pierwszy raz "nasza Pani" , nie dała rady przetłumaczyc mojemu wyjatkowo upartemu dziecku dlaczego nie może ono robic gwiazd i "stania na rekach", gdy ona wychodzi na chwilke z  sali i dlaczego najlepiej by było, gdyby tego w ogóle nie robiła. Tylko jak przetłumaczyc 6-letniej akrobatce, że może zrobic sobie krzywde wieksza niż inne dzieci?! I jak ta, akrobatka ma to zrozumiec gdy czuje sie dobrze? Dzieciecy świat nie przyjmuje takiej opcji jak " Ja nie moge, a oni mogą?!, Przecież ja też tak potrafie mamo!"

    Był czas, że dziekowałam Bogu, ze życie i myslenie 6-latki jest tak proste, proste dla niej. Że tak mało rozumie, co sie dzieje wokół niej, że gdyby doszło do chemii nie przeszkadzało by jej, że nie ma włosów, "przecież ciocia Aga obiecała jej różowa peruke, to niech sobie te włosy wypadaja tak jak u Grzesia z sali obok..".Teraz wiem, ze nie jest to takie proste i cieżko jest wytłumaczyc dziecku pewne rzeczy tak zeby to zrozumiało, a nie było to dla niego zbyt przerażajace.

     

  • Utworzono: 2012-01-12

    Bede Twoja tarczą....

    Co czuje matka, której lekarz (kobieta) mówi na korytarzu szpitala, że jej jedyne dziecko ma raka?Ja to wiem, co pamieta z tego wydarzenia? Tylko pierwsze zdanie wypowiedziane przez inna kobiete twarza bez wyrazu, taką jak gdyby własnie zapytała o pogode. Potem juz tylko stopklatki z nastepnych szesciu miesiecy wyrwanych z życia.  

    Pamietam gdy kiedys gdy Gabrysia była jeszcze mała, ogladalismy z meżem program w tvn, o dzieciach chorych na nowotwór, słuchalismy wypowiedzi rodziców... Zapytałam meża co my bysmy zrobili, gdyby nam sie to przytrafiło? Spojrzał na mnie i nie odpowiedział, a ja stwierdziłam, że chyba bym oszalała z bólu i strachu...

    Jak widac nadal jestem "normalna", nie oszalałam, chociaz przeszłam wielokrotna walke ze soba, etap zosci, żalu, frustracji....  Potem stałam sie TARCZA, taka która chroni siebie żeby nie oszalec, swoja rodzine przekazujac im informacje w jak najmniej bolesnym wariancie, tarczą która broni swoje dziecko.... Broni przed "ciocia" która idzie z kolejna juz igłą która nieudacznie sie posługuje i którys już raz próbuje pobrac krew, przed swora studentów, ciekawskich, gorliwych traktujacych moje dziecko jak ciekawy mało znany przypadek, "badajacych" nie zwracajac na ból który sprawiaja dziecku.... Tarczą w której oczach nie da sie wyczytac smutku, na która zawsze można liczyc, która stoi obok i cichutko uspakaja  i prosi, abys sie tylko nie poruszyła przy padaniu PET lub TC, mimo niezadowolenia lekarzy, że wogóle przebywa tak blisko badanego.

    Ale jak nie stac sie taka tarczą, kto zawlczy o jej życie i przyszłosc, jeżeli rodzice tego nie zrobią? Kto wstawi sie za nią gdy kolejny raz dzieci odmówia jej wspólnej zabawy na podwórku, bo "ona ma guzy i pewnie zaraża.."?!

    Mówia, że czas goi rany, pozwala zapomniec... Mi dopiero teraz wracają te "stopklatki", sklejaja sie w jedna całosc, teraz dopiero pojmuje przez co przeszłam ja , moja rodzina a przedewszystkim Gabrysia.

     

     

<img src="http://static.ebobas.pl/img/main/control_prev.gif" class="img_paginator" alt="" />
<img src="http://static.ebobas.pl/img/main/control_next.gif" class="img_paginator" alt="" />
Mamunia.... :0
Maj 2012
PN WT ŚR CZ PT SO ND
  01 02 03 04 05 06
07 08 09 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
  • Avatar

    Gabrynia (GABRIELA)

    Urodziny: 06.01.2006

    Imieniny: 10.1

Zapraszamy do rejestracji w portalu eBobas.pl

Dlaczego warto dołączyć do społeczności eBobas.pl:

Załóż konto

Posiadasz już konto? Zaloguj się!