czy jestem popieprzonym ojcem i za dużo wymagam od matki dziecka?

Wysłane przez jankowalski 

jankowalski (offline)

22-09-2015 13:32:46

Kraków
Cześć.

Ten post pewnie jest wyrazem lekkiej desperacji, bo kto to widział, żeby inne matki pytać o takie sprawy... No ale trudno - internet daje mi takie możliwości zasięgnięcia anonimowej a więc zupełnie obiektywnej opinii, więc z tego skorzystam.

Wytłumaczcie mi, Szanowne Panie, czy ja jestem jakiś popieprzony i za dużo oczekuję od życia i od matki swojego dziecka, czy... No właśnie...

Małżeństwo od ponad 12 lat.
Jedno dziecko obecnie w wieku lat 5. Ja 39 lat, żona 2 lata mniej.

Pierwszy symptom, który zlekceważyłem.
Jakieś 8 lat temu żona przyniosła do domu kota. Wiadomo, substytut dziecka o które jeszcze wtedy się nie staraliśmy.
Po co ci kot? żeby go kochać.

Przez te 8 lat ona trzymała kota na rękach kilka razy, przy czym nie kojarzę ani jednego zdarzenia, żeby sama z własnej woli wzięła kota na ręce, żeby go zwyczajnie przytulić i pogłaskać. żeby się nim zająć dla samego zajęcia się zwierzakiem, poświęcenia mu odrobiny czasu, a nie po to, żeby mu obciąć pazury. Jeśli kot siedział u niej na kolanach, to wyłącznie dlatego, że sam tam się wprosił.

Kto wymienia kuwetę? Ja
Kto sprząta jeśli kot się zrzyga? Ja
Kto jeździ z kotem do weterynarza jeśli coś mu dolega? Ja
Kto dba o to, żeby kot miał wodę do picia? Ja
Kto bawi się z kotem - bo jeśli się z nim nie pobawi i nie poświęci mu kilku minut, to kot będzie po prostu jeszcze jednym z mebli w domu, na który nikt nie zwraca uwagi? Oczywiście, że ja.
Chciałem zamontować na ścianie drabinkę i legowisko, żeby kot miał w tym nudnym mieszkaniu coś ciekawego i coś swojego.. Mógłby się powspinać, włazić na to, ostrzyć pazury itp… “Nie. Nie wolno. Nie będziemy dla kota montować jakichś dziwadeł w mieszkaniu”. No ale to po co ci ten kot skoro ani się nim nie zajmujesz ani nie chcesz choć w minimalnym stopniu przystosować dla niego mieszkania? “Jak to po co? żeby go kochać…”...

Gdy kota trzeba uśpić (mamy już za sobą 2 takie przypadki), też zawsze muszę jechać ja, bo ona by nie zniosła. Ale ja musiałem znieść. Bo to przecież “zadanie dla mężczyzny”.
No ok… Ale najwyraźniej wyrzucenie kupska oraz oszczanego żwirka z kuwety to też zadanie dla mężczyzny.. Generalnie cała opieka nad kotem to zadanie dla mężczyzny...

Jeśli trzeba wywiercić dziury w ścianach i zmontować oraz powiesić szafkę, to ja muszę po tym posprzątać no bo ja naśmieciłem.
Jeśli ona robi w kuchni żarcie to najlepiej jeśli ja posprzątam. No bo ona przecież zrobiła żarcie więc ja sprzątam - podział ról.
Ot taka logika Kalego…

W roku 2010 rodzi się dziecko. Ona karmi piersią przez 3 miesiące i potem robi wszystko, żeby przestać - bo ją to za bardzo ogranicza a ona przecież nie może żyć z dzieckiem uwiązanym do cycka bo ma też “swoje sprawy” i w ogóle nie rozumie jak te głupie pindy mogą żyć z dzieckiem przyssanym do cyca np. przez rok. “One są jakieś popieprzone bo w ogóle siebie nie szanują. Dziecko nie jest po co, żeby matka musiała zmienić swoje życie. Matka musi żyć normalnie jak każda kobieta a nie podporządkowywać się dziecku...”

Tu padło z mojej strony pierwsze nieśmiałe pytanie “po co ci dziecko w takim razie, bo ja go cyckiem przecież nie wykarmię - może to robić tylko matka”. No jak to po co? “żeby je kochać”. No i nasłuchałem się, że nie ma żadnych dowodów na większą odporność dziecka na choroby jeśli jest dłużej karmione, że to w ogóle nie ma znaczenia bo mleko z butelki jest jeszcze bardziej odżywcze i zdrowsze itp…

Mama wraca do pracy oczywiście od razu po obowiązkowym macierzyńskim. Ja biorę za nią resztę jej i swój ojcowski. W sumie ponad 5 tygodni. Po czym dziecko musi iśc do żłobka. No bo oboje pracujemy, a nie ma babci pod ręką. Ani jednej ani drugiej (za daleko mieszkają a poza tym mają swoje sprawy i generalnie mają to w nosie - one już swoje dzieci odchowały). Więc podrzucamy tego 7-miesięcznego biedaka na 8 godzin do obcych ludzi. Dziecko oczywiście zaczyna chorować po tygodniu i po dalszych kilku tygodniach po zapaleniu płuc i szpitalu już wiemy, że o żłobku możemy zapomnieć. Więc pozostaje opcja niania.

Każdy pediatra zaczyna wywiad od pytania “ile czasu był karmiony piersią?”... Ciekawe czemu.
No ale lekarze to przecież durnie a karmienie piersią jest bez związku z odpornością. Skąd wiadomo, czy gdybym go karmiła przez rok to by nie chorował?
No nie wiadomo - ale tego już się nie dowiemy, bo przestałaś karmić jak miał 3 miesiące...

Kto chodzi z dzieckiem na spacery? Ja.
Kto bierze L4 jeśli dziecko choruje? Ja.
Kto zostaje z dzieckiem w szpitalu gdy jest przez tydzień hospitalizowane w związku z zapaleniem płuc? No pewnie że ja, a któżby inny… Przecież ona nie będzie spała na podłodze bo ten wredny szpital nie jest łaskaw udostępnić wygodnych łóżek dla rodziców…
A ty się prześpisz w śpiworze na podłodze i będzie to dla ciebie atrakcja jak w wojsku... "Poza tym co ja bym robiła tyle czasu w tym szpitalu?"...

Ona przecież generalnie dba o swoje dziecko i daje mu na każdym kroku dowody miłości, ponieważ kupuje mu ciuszki (najlepsze i najdroższe, bo w byle jakiej skarpetce za 5zł nóżka mu sie odparzy). Dziesiątki spodni, dziesiątki bluzek, sweterków…
Niektóre spodnie to mam wrażenie że ani razu nie założone… No ale są… Markowe… Najlepsze…

Mama gotuje także wieczorami zupki, żeby niania mogła następnego dnia karmić dziecko “swoją” zupką a nie ze słoika.

W weekendy mama jest przecież zajęta “siedzeniem w kuchni” więc jeśli rodzinny spacer to jedynie ojciec, wózek i dziecko… Jeśli razem wychodzimy, to do knajpy bo skoro mama wychodzi z domu to jedzenia nie będzie więc obiad trzeba zjeść na mieście. Zanim dojdziemy do knajpy to obowiązkowo trzeba zwiedzić wszystkie sklepy z butami i torebkami po drodze. Nie żeby od razu coś kupowac, choć jeśli się trafi jakaś promocja…

Mijają kolejne lata. Dziecko idzie do przedszkola.
Kto jest w “trójce rodziców”? Ja
Kto chodzi na zebrania do przedszkola? Ja
Kto zaprowadza dziecko i je odbiera z przedszkola? Ja

Kto chodzi z dzieckiem do lekarza? Domyślnie ja. Jeśli juz ja wyjątkowo nie mogę bo w pracy naprawdę wyjątkowo tego dnia muszę być, to idzie mama. Ale domyslnie zawsze ja.

Kto pilnuje terminów wizyt kontrolnych w szpitalu? (dziecko zakwalifikowane do zabiegu) Ja. Oczywście że ja… Kto chodzi na szczepienia? Ja. Bo ona nie może patrzeć, jak dziecko dostaje zastrzyk i by tego nie zniosła.

Podobnie odbieranie dziecka z przedszkola. Domyślnie ja. Dzieciak już 3 rok jest w przedszkolu i przez te dotychczas 2 pełne lata NIGDY się nie zdarzyło, żeby mama dziecka sama, z własnej nieprzymuszonej woli zaproponowała mi “słuchaj, to może ja go dziś odbiorę, żebyś ty nie musiał lecieć z pracy do domu?” Nie, to się nigdy nie zdarzyło. Nigdy. Czujecie to?

Jeśli mama odbiera dziecko z przedszkola to odbywa się to wyjątkowo i na moją wyraźną prośbę gdy naprawdę nie mam możliwości, żeby zdążyć na czas, bo w pracy muszę zostać dłużej.

Co mama robi po pracy? 2x w tygodniu idzie na fitness, czyli wraca wtedy dopiero około godz. 21 (wychodzi z domu przed godz. 9).

Jak wygląda poranek w tygodniu? Ja odbywam z dzieckiem całą toaletę poranną. Rolą mamy jest wyciągnąć z szafy spodnie, bluzkę, bieliznę i skarpetki i pomóc ewentualnie przy ubieraniu. Tylko tyle. Ja odprowadzam go do przedszkola. ZAWSZE. Prawie zawsze go odbieram i wtedy najczęściej idziemy jeszcze na plac zabaw i np. wracamy do domu koło godz. 19… Co robi mama odbierając go wyjątkowo z przedszkola? Najczęściej powrót do domu i “każdy teraz zajmie się swoimi sprawami” czyli mama do kuchni, odpala laptopa z masterszefem albo innym gównem tego typu i tworzy jakieś dziwne potrawy cały wieczór. dziecko gapi się w bajki albo układa coś z klocków jeśli mama uzna, że bajek już wystarczy.

Właśnie... Potrawy... Żeby w sobotę przygotować śniadanie, to musi siedzieć w kuchni godzinę, bo robi kilka różnych pieprzonych sałatek, jakieś grillowane pieczywo, jakieś sery... A ja bym chętnie zjadł zwyczajne proste kanapki z wędliną, które się robi w 3 minuty i wypił herbatę... No ale nie... Musi być "ę ą wyższe pierdolmą"... Jakie kanapki? Jakie knedle? Knedle sam se zrób. Ja nie będę lepiła...
No ale poświęcić cały wieczór na jakiś pieprzony pasztet warzywny którego połowa się zepsuła i została później wywalona do kosza to oczywiście jak najbardziej.... Bo ona "lubi gotować"... To może zapisz się do masterszefa - wygrasz program, zarobisz kasę, nareszcie ktoś cię doceni...


Acha… Od kilku lat nie mamy telewizora. Ona zdążyła już wszystkim znajomym się pochwalić, że wyrzuciła z domu telewizor. Szkoda, że nie dodaje przy tym, że godzinami potrafi na laptopie oglądać to samo gówno, które leciało cały dzień w TV. Różnica polega na tym, że ona to sobie włącza kiedy chce a nie wtedy kiedy to telewizja emitowała. Więc przerabiane jest wszystko: ojciec mateusz, m jak miłośc, jakieś inne seriale o których nawet nie wiem, co to jest za gówno, masterszefy, srefy i inne topmodele.

Wieczorne zajęcie matki pięciolatka - gapienie się w laptopa i skubanie pestek ze słonecznika. Ewentualnie na kuchennym stole napieprza laptop z masterszefem a mama piecze jakieś ciasto, pasztet, chleb czy co tam jeszcze. Ciągle musi wytwarzać jakąś żywnośc, bo przecież w sklepach albo nic nie ma albo trujące.

Przy okazji... Wiecie, o co nawet potrafi być afera? O to że kupiłem zły chleb. Bo w całym kilkusettysięcznym mieście jest jedna jedyna piekarnia, która robi chleb nadający się do jedzenia, a ja nie pojechałem do tej piekarni tylko kupiłem "zwykły chleb" w osiedlowym sklepie. No ale ten zwykły jest niejadalny, wręcz trujący... Niech sam go sobie teraz jem bo ona go jeść nie będzie... Czy to jest normalne?


A pięciolatek gapi się wieczorami na bajki jeśli ja nie mam dla niego czasu i na przyklad kończę robotę której nie mogłem zrobić w pracy bo o czwartej musiałem wyjść żeby odebrać dziecko z przedszkola i iść z nim potem na spacer...

Sezon letni. Przetwory.
Całe lato nie miała czasu żeby poświęcić choć trochę tego czasu dziecku, bo “musi robić przetwory”. Robienie przetworów w tym roku (jak co roku) polegało na spaleniu dwóch garnków, poza tym mniej więcj ⅓ słoików idzie do kibla bo po kilkunastu dniach okazuje się, że “się nie zawekowało” i pleśnieje…. W sezonie owocowym kuchnia jest więc zapieprzona pomidorami, malinami, śliwkami… Nie ma przecież nic w sklepach a jak już jest, to jest trujące, więc koniecznie trzeba poświęcać niemal cały wolny czas latem na robienie dżemów ze śliwek i pomidorów do spaghetti…

Gdy nieśmiało tłumaczę, że przetwory robiono kiedyś, gdy nic nie było w sklepach i jeśli ktoś chciał mieć dżem to musiał go sobie zrobić, i że może zamiast siedzieć całe lato w kuchni (wyobraźcie sobie 35 stopni upał i napierdalające (przepraszam za wyrażenie) wszystkie 4 palniki na kuchence bo w czterech garach gotują się dżemy) to zawsze taka moja próba kończy się karczemną awanturą, że przecież powinienem ją nosić na rękach bo ona ma ochotę robić te przetwory a inne w dzisiejszych czasach w ogóle tym nie są zainteresowane.

Ale ja bym chciał, żeby matka poświęcała czas dziecku a nie przetworom i laptopowi….

Gdy jedziemy do teściów w weekend, to znika na 3-4 godziny, bo idzie zbierać grzyby... Znowu coś ważniejszego niż dziecko...

Ileż to razy pytałem ją już “po co ci to dziecko, skoro właściwie w ogóle mu nie poświęcasz czasu?”. Zawsze to się kończy awanturą… “Przecież nie można dzieckiem się ciągle zajmować. Ono sie musi czasem ponudzić, musi się zająć sobą”...

No i przecież ona się czasem zajmuje, bo bierze go do knajpy na pizzę albo na “włóczęgę”...
“Włóczęga” polega na umówieniu się z koleżanką w centrum miasta i na tournee po wszystkich sklepach z butami a potem do knajpy na pizze albo sushi. Z pewnością dla pięciolatka to pasjonujące.

Co by tu jeszcze… Kto czyta dziecku do snu? Ja
Kogo dziecko prosi o poczytanie do snu? Mnie. Nie przypominam sobie, żeby poprosiło mamę gdy ja jestem w domu. Nigdy. No ale po co będzie ją prosić, skoro ona nigdy nie czyta…

No dobra… Mógłbym tak jeszcze długo…
O, przypomniał mi sie pewien tekst - “Przecież go kocham. Ty z nim potrafisz jedynie chodzić na spacery, a ja go zapisuję na warsztaty, żeby poznawał nowych ludzi… Ty myślisz, że on się czegoś uczy na tym ciągle tym samym placu zabaw na który chodzicie po przedszkolu? Ciągle te same dzieci, koledzy? On powiniein poznawać nowe dzieci i nowych ludzi a nie w kółko ten plac i plac”.....


Jeszcze coś… Nie wyobrażacie sobie, jaki jest syf w mieszkaniu, jeśli ja nie posprzątam..

Kiedyś robiłem eksperyment. Położyła słonecznika na stole w salonie. Słonecznik leżał tam ponad tydzień aż zaczął prawie sam chodzić… Niestety wymiękłem i go posprzątałem choć w teorii chciałem sprawdzić do jakiego stanu naturalnego rozkładu musi dojść, żeby mama mojego dziecka uznała za stosowne go sprzątnąć…

Nieustannie lęgnące się mole w szafce z przyprawami to standard. Tony wywalanego zgniłego jedzenia z lodówki to też standard - za dużo kupuje żarcia. Niby o tym wie, ale co z tego… Latem roje muszek owocówek, bo robienie przetworów polega na tym, że to wszystko zalega w kuchni a muszki na tym urzędują, składają jajka.. Pytam się kiedys, jaki jest sens robienia przetworów skoro owocówki w to wszystko składają jajka… “Przecież jak się przegotuje to nie będzie trujące…”

Niedawno była afera - w przedszkolu poprosili o pudła kartonowe bo cośtam dzieci będą sklejać. Mówię żonie po odprowadzeniu dziecka rano przed wyjściem do pracy “zorganizuj coś może w robocie - poza tym robisz zakupy w spożywczaku”. “Jak ty to sobie wyobrażasz, że kobieta w szpilkach będzie popierdalała z kartonami?”.

No faktycznie… Głupi jestem… Nie wyobraziłem sobie…

Dodajmy, że kobieta w szpilkach gdy idzie na fitness (a ma tak około kilometr z domu 20 minut spacerkiem) to zawsze musi się tam zawieźć samochodem, bo przecież dla zdrowia piechotą nie pójdzie, że do pracy ma około 2 kilometry ale przecież nie będzie jeździła autobusem (bo syf i kurz i brudni ludzie) z przystanku pod domem 5 minut więc musimy utrzymywać 2 samochody (ja pracuję po drugiej stronie miasta, mam do pracy ponad 10 kilometrów - często jak pogoda pozwala to jeżdżę rowerem, ale gdy leje albo zimą to rower jakby nie bardzo...).

Ok. Powiedzcie mi teraz… Czy ja jestem jakiś popierdzielony i za dużo oczekuję od matki mojego dziecka, która poświęca mu dosłownie kilkanaście minut w tygodniu, jeśli już koniecznie musi?

Bo może faktycznie wszystko jest ok i ona jest świetną matką a ja jestem świetnym ojcem? a może ona jest świetną matką ale ja jestem dupa a nie ojciec? jeszcze jakieś inne opcje?

Ile wy poświęcacie czasu swojemu dziecku? Czy zdarza się Wam że po prostu siadacie z nim na sofie i sobie z nim rozmawiacie albo razem malujecie albo coś kleicie, ale nie w jakimś konkretnym celu a jedynie po to, żeby coś zrobić razem z dzieckiem? Bo matce mojego dziecka chyba takie coś się jeszcze nigdy nie zdarzyło a dziecko ma już 5 lat. Zawsze gdy coś z nim robi to jest przy okazji czegoś, co ona robi - np. piecze ciasto to dzieciak jej “pomaga”...

Miało być drugie dziecko ale było poronienie... I to chyba dobrze się dla mnie stało, niestety.....
No ale przecież dzieci nie mogą matki ograniczać, macierzyństwo to nie niewolnictwo...



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2015-09-22 13:37 przez jankowalski.

laska (offline)

23-09-2015 00:20:47

pomorze
Nie no! Współczuję takiej kobity w domu! Tragedia jak dla mnie i wielki podziw, że chłop to wszystko ogarnia i wytrzymuje!!!! Ja na Twoim miejscu, to chyba bym się wyprowadziła z dzieckiem albo nie, ją bym spakowała i kazała się wyprowadzić. No bo przecież Ty i tak sam wszystko ogarniasz, to dałbyś sobie sam z dzieckiem radę!


ZAPRASZAM NA SWOJEGO BLOGAsmiling smiley
[ebobas.pl]

[link widoczny po zalogowaniu]

[link widoczny po zalogowaniu]

[link widoczny po zalogowaniu]

CarAllowa (offline)

23-11-2015 19:30:12

Warszawa
jankowalski powiem Ci ze, jestem pełna podziwu dla Ciebie! To co napisałes czytałam z niedowierzaniem.. nie wiem co Cie trzyma jeszcze przy tej kobiecie;/ ale szczerze mowiac ja bym sie na Twoim miejscu rozwiodła bo Twoja zona jest nienormalna i lepiej na pewno nie bedzie. Sam sobie poradzisz na pewno- i bez nerwow- wiadomo, dobrze jak dziecko ma oboje rodziców w domu, ale nie trudno sie domyslic ze taka matka to zadna matka i dziecko nie odczuje jej braku, a Ty masz szanse na znalezienie sobie kogos normalnego i stworzenie prawdziwego związku. Jestem w szoku po tym co napisałes i mam nadzieje ze w miare szybko podejmiesz słuszną decyzje bo szkoda Twojego czasu i zycia przy tej "kobiecie" i pseudo matce;/

Pytałes ile my poswiecamy swoim dzieciom czasu... ? to bedzie moje 3 dziecko, i w zasadzie ja jestem dla dzieci 24 na dobesmiling smiley i mi to nigdy nie przeszkadzało, jasne od ponad 3 lat nie miałam dla siebie wolnego dnia- bo zawsze było cos do zrobienia, nawet jak maz zabrał dzieci, ale na tym własnie polega macierzyństwosmiling smiley

Nie jestes normalnym ojcem.. a Twoja kobieta nie jest normalną matka! w normlanym związku, rodzinie oboje z rodziców sobie pomaga przy dziecku, ale to generalnie na matce spoczywa opieka i wychowanie, u Was te role sie zamieniły. a w zasadzie z tego co piszesz to ona nie ma zadnego udziału w wychowaniu Waszego dziecka- wiec po co taka matka, rownie dobrze mogłoby jej nie byc. wiecej miłości i uwagi Twoj synek otrzyma od obcej osoby;/ to jest strasznie przykra sytuacja, ale rozwiazanie problemu zostało juz wczesniej napisanesmiling smiley

powodzenia Ci życze!!! bo na pewno Ci sie przydasmiling smiley










[link widoczny po zalogowaniu]



Zmieniany 1 raz(y). Ostatnia zmiana 2015-11-23 19:41 przez CarAllowa.

zosiaa (offline)

27-12-2015 01:32:12

Moryca
A moze spróbuj z nia zagrac i powiedz ze musisz pilnie z pracy wyjechac na jakis wyjazd sluzbowy? Zobacz jak zareaguje i w ostatecznosci naprawde przekimaj się u kumpla albo w hostelu. Niech matka poczuje jak to jest zajmowac sie wlasnym dzieckiem a nie tylko soba i swoim jedzeniem...

altaya79 (offline)

11-01-2016 00:36:07

Rumia
Kazdy z nas ma swoja historie. Twoja zona na pewno tez. Pewnie wiesz dlaczego ma bzika na punkcie zdrowego odzywiania? Gotowanie dla kogos bliskiego jest forma okazywania uczuc... Zwroc uwage,ze nasze babcie czesto dla nas gotuja i pieka aby w ten sposob nam dogodzic, sprawic przyjemnosci. Mysle,ze Twoja zona Was kocha. Kocha tez siebie i swoje cialo. Ciezko nad tym pracuje...tak przepuszczac...by podobac sie Tobie i by syn tez byl dumny. Zreszta dzisiejszy swiat i faceci sa wymagajacy. My kobiety musimy miec super prace, wygladac nienagannie i byc oddanymi matkami i kochankami...
Macie inne priorytety. Ot co.
Przypomnij sobie dlaczego ja pokochales? W czym sie zgadzaliscie?
Czy twoj syn prosi zone o wspolnie spedzany czas? Jesli tak, to moze ty wyrecz ja w kuchni? Zaproponuj ze ty obierzesz jej warzywa na pasztet, à ona niech zagra z maluchem w karty? À moze w okreslone przez Was dni gotujecie razem, w trojke...a w inne z koleji gracie w gré planszowa? Lub moze w tance na konsoli? Moze w niedziele zaplanujcie rowerowa wedrowke we troje? À czasami moze poprostu jakies wyjscie tylko we dwoje??? Moze zona czujac sie kochana i czujac ze sie Tobie podoba troche wyluzuje ? Czesto jej mowisz,ze ja kochasz?
Jest wiele rozwiazan by byc ze soba blizej. Postarajcie sie znalezc kompromis w tym co dla kogo wazne...
A do sprzatania to moze kogos zatrudnijcie? Dwa razy w tyg po 2h...?
Nie nam tu oceniac kto jest cacy à kto beee... Znamy tylko Twoja wersje... À wina zazwyczaj lezy po srodku... Pytales ile czasu spedzam z moim dzieckiem...hmm... Ciagle jak z nim jestem to sprzatam/piore/prasuje/gotuje... Odrabiam z nim lekcje, pomagam w kapieli...czytam czasami cos na dobranoc... Ale zadko mam czas poukladac z nim lego, zagrac w chinczyka czy cos w tym stylu...
To tyle...pogadaj z zona, postarajcie sie dogadac, moze ona sie troche zapomnialam...à moze ty tez jestes zbyt wymagajacy?


Altaya79
Chcesz pisać na naszym forum? Załóż konto w 3 minuty i dołącz do nas już dziś!.

Kliknij żeby zalogować

Forum eBobas.pl - Statystyki

Globalne
Wątki: 5290, Posty: 1334040, Użytkownicy: 73141.
Ostatnio dołączył/a Marti96.

Statystyki tego forum
Wątki: 420, Posty: 646733.