Witam serdecznie,nawet sobie nie wyobrażasz,jaką radość sprawia mi teraz opisanie mojej historii ciąży... Chciałabym podnieść na duchu wszystkie kobietki z dwurożną macicą i niedoczynnością tarczycy.A więc zaczynam... Trzy lata temu usłyszałam ,,wyrok" o następującej treści: Ma pani dwurożną macicę i przykro nam-nie będzie miała Pani dzieci... To był mój dramat a jednak nie poddałam się,wierzyłam, że Bóg da mi upragnione dziecko.30.12.2009r zobaczyłam na teście dwie kreseczki

Pobiegłam do ginekologa,a tam usłyszałam ,,raczej nie donosi Pani tej ciąży".Zmieniłam lekarza.Niedługo po tej radości,którą był bobasek pod sercem-kolejny strach,zaczęło robić się rozwarcie.Dostałam Fenoterol i lekarz kazał mi leżeć i zabronił chodzenia po schodach,gdyż rozwarcie może się powiększyć.Leżałam,bo pragnęłam tego dziecka.Chodziłam tylko do toalety... 24.08.2010r(tydzień przed terminem) naturalnie urodziłam synka,ku mojemu zdziwieniu dostał 10 punktów.Tej radości nikt nie zrozumie,kto tak ciężko przeżywa ciążę.Nigdy nie posłucham lekarzy,wszyscy spisali mnie na straty,ale żaden z nich nie pomyślał,co czuje kobieta,która usłyszy taki ,,wyrok" jak ja.Trzeba naprawdę dużo leżeć,ale nagroda za to jest wspaniała...Bez cesarki,poród rodzinny,coś wspaniałego.Uwierz,na początku przeżyłam strach,ogromny strach,ale teraz piszę tu a w łóżeczku leży mój synuś.DŁUGO CZEKAŁAM,ŻEBY NAPISAĆ TO NA FORUM,BĘDĄC JUŻ MAMUSIĄ.