-
Utworzono: 2011-07-16
Tata pisze o porodzie ;)
a My jutro wychodzimy już:)
to taki news na wstępie, bo wróciłem ze szpitala odwiedzając rozpromienioną mamę i pięknego synka:)
a teraz relacja z tego wielkiego dnia oczami ojca:godzina 15:00
Kinia mówi że to chyba już bo ma skurcze delikatne...lekki stres. Pierwszą rzecz jaką zrobiłem to umycie włosów, bo tak głupio z brudnym futrem w szpitalu ;)
A potem zaczęło mnie nosić, więc pojechałem do Leroymerlin żeby trochę jeszcze poremontować. Zawsze jakieś zajęcie, a szczególnie, że zamontowałem roletę w księżyce w pokoju u Małego:)
17:30 - 18:13
Zauważam że Kinia leży i zapisuje sobie skurcze a są już co 5 minut...zacząłem ciągle ględzić że do szpitala natychmiast. A tutaj co?....wyniki się zgubiły...
brrr wrrr....jeszcze jak to wspomina to mnie telepie, ale znalazłem za maszyną do szycia przedwojenną bo spadły...
dalej ględzę żeby już jechać, a Kinia jakby nigdy nic rozwiązuje krzyżówkę...
18:15 - w końcu jedziem:)
w szpitalu papierologii sporo, potem KTG i żadnych skurczy. Mały też sie nei ruszał a to dziwne bo zawsze szalał. lekka spinka
po batoniku leniwie pokazał że jest...a tutaj i fiku miku....
mokry tyłek i lecimy z wodami ;) rozwarcie 2 cm
szlafroczek różowy w chmurki i podążamy na porodówkę.tutaj czas zaczął mi sie zaginać ale ok. 20
mamy już własna prywatną państwową salę porodową o nazwie "brzoskwiniowa". ładnie schludnie, co prawda nie ma telewizji i mini barku ale rodzić się da ;)
Skurcze zaczęły robić się coraz boleśniejsze a rozwarcie jest już 4 cm....więc mamy postęp.
niestety położne i lekarz twierdzi że te skurcze to nei skurcze, ale boli to to...mówią nam że skurcz musi iść z góry a nie z dołu pod brzuszkiem, jakaś boląca paranoja :/położna stwierdziła że są postępy ale poród pewnie rano i na oksytocynie...
Kinia została podłączona pod KTG, ale wartości skurczy ciągle mylnenajlepsze jest to że cały czas byłem na sali a położna stojąc koło mnie mówi "Pani zwolni męża co tak będzie tutaj siedział, poród to rano sie po niego zadzwoni, chłop sie naje wyśpi" poczułem się trochę jak kawał powietrza...
przyjechała nasza znajoma i dostaliśmy opierdziel że za dużo osób na porodówce, wiec jak sie ulotniłem na papu,bo mądrze jeszcze nic tego dnia nie jadłem i naiwaniał mnie łeb, oraz miałem kolor obskrobanej ściany...
21:00
jak pomyślałem tak zrobiłem i pojechałem do klubu.....
tak wiem wiem...teraz każda pomyśli...jak ja mogłem pojechać na impreza jak żona ma skurcze w szpitalu...tak samo jak moi znajomi na miejcu...
ale już się tłumaczę...lokal był najbliżej i miał grill bar :D wciągłem kiełbę i byłem jak nowo narodzony gotowy do walki:) a wszystko trwało tylko 30 minut :)
22:00 do 1:40
dzieje się dziwnie.
znowu mówią że to nie sa skurcze dobre...
rozwarcie 8 cm i widzę że jak wkładają łapę do środka to ból już jest niezły podczas skurczu. Moim zajęciem stało się zmienianie zakrwawionych podkładów. szyjka już się zgładza ale Mały jest daleko.
Kinia zaczyna sie juz zwijać z bólu i zmęczenia ciągłymi skurczami neiskurczami. W końcu posadziliśmy Kinie po turecku, bo siła grawitacji to jakiś pomysł.
problemem stał się puls dziecka spadł z 160 do 80, czyli nie jest najlepie. Kinia juz nie ogarnia co się dzieje dookoła i z tego co mi mówiła to nic nie pamięta z porodu.
(jak Wasz facet mówi że padłby gdyby zobaczył krew i wszystkie inne wytwory dolne itp. to powiedzcie że jak sie jest od początku to nie zwraca sie na to uwagi, bo człowiek jest zaaferowany całą sytuacją)
Nagle zrobiło sie dużo osób, dwój lekarzy położne studentki, cuda wianki. Sytuacja napina sie z pulsem i lekarz stwierdził że niema czasu...rodzimy. Co znaczy przemyyyyy....
Moja dzielna mama nie krzyczała nawet i ślicznie wspólpracowała. Po 4 praciu lekarz stwierdził że nie damy rady, nacinamy i próżnociąg. Trzeba było rozebrać część łóżka wyciągając wanne i ustawiać podpórki na nogi. Nie wiem jak to zrobiłem ale podniosłem Kinie i przeniosłem wyżej a ważę tyle co pół żony :D
mały chlast, vacum włożne, dwa parcia...
i nagle...
w ułamku sekundy Mały wyskoczył...to było coś niesamowitego...wybiło go jak z armaty :)
Stało się coś magicznego....cierpienie zmęczenie zmieniło sie na łzy szczęścia. W ułamku sekundy wniknęło wszystko co złe.
Nie ma w życiu innej takiej sytuacji.Franio od razu był śliczny i nie osmarowany :)
Leżeliśmy długo zanim się urodziło łożysko.
Maluszek nawet nie płakał tylko sobie zalegiwał i trzymał mnie za palec...coś pięknego:)łożysko było pokaźne wiec nie obyło się bez parcia. potem reszta wyglądała jak świnio bicie...łyżeczkowanie, szorowanie w środku gazą i zszywanie....
aaaale...totalnie na to się nie zwraca uwagi...ważny jest tylko Maluch nasz, a dodatkowo robią na to znieczulenie.
na porodówce spędziliśmy sporo czasu z maluszkiem, nawet sie pobawił cyckiem, troszkę possał.
potem przyszły dwie z tego co pamiętał bardzo ładne Panie od noworodków, zmierzyły i zważyły nam Syna :)
krótkie ubieranko i pojechaliśmy na salę.
jeszcze posiedziałem z maluchem żeby Kinia mogła się przespać troszkę, ale o 5:20 położna mnie już wyrzuciła, bo tak głupio facet w nocy, a tam jeszcze dwie kobity na sali...trochę niezręcznie...
Ucałowałem Frania i Kinię, pożegnałem się ze szpitalem....wypaliłem ostatniego fajka, bo od 18 wypaliłem trochę ;)
oczywiście nie wracam do palenia ;)
na pewno pominąłem masę rzeczy, ale nie chce Was przynudzać:)nawet nie wiecie jak ciężko jest siedzieć w domu kiedy 500 m dalej lezy sobie kochany synuś:)
A pomyśleć że nie chciałem być przy porodzie...ale nie wyobrażam sobie żeby mnie tam nie było...
-
Utworzono: 2010-12-31
Szczęśliwości Wam na Nowy Rok.
Wszędzie życzenia na Nowy Rok...
Wszyscy planują jak cudownie i szampańsko spędzą tego Sylwestra. Jak co roku z resztą. A ja nie mam nastroju, ja nie chcę. Położę się spać o 22 i będę spała do samego rana, bo Sylwester w pojedynkę nie może wyglądać przecież inaczej. Z resztą połowicznie na własne życzenie.
Jeszcze niedawno świąteczna "aura" przyćmiewała wszystko, a tu kolejna impreza.
A mi wszystko wydaje się nie do zniesienia... Nawet to, że za 2 tyg. wychodzę za mąż.
Wszystko jest tak zamieszane, takie niespokojne, więc i jaka ja mam być ??
P. będzie się dziś bawił. Nie chciało mu się przyjechać do mnie pociągiem. Może i dobrze, bo kto by chciał spędzać czas z rozkapryszoną i wredną babą. A powinien tu być :(
Jestem rozgoryczona, żal zaćmiewa mi myślenie.
I tytlko mam nadzieję, że moje Słoneczko w brzuszku kopie matkę w tyłek i olewa smutne i złe chandry. Że jest mu ciepło i wygodnie...
5 stycznia Je zobaczę. Miało być 23 grudnia... może dlatego chodzę taka niezbyt dobrze nastawiona do świata. Już po prostu nie mogę się doczekać, by lekarz powiedział, że wszystko jest w porządku, że jest prawidłowo rozwinięte i że serduszko ma jak dzwon.
Najlepszości w Nowym Roku. Co by Wam się i w ogóle!
-
Utworzono: 2010-12-17
12 tc ( 11+ 4 ) ;] Widać, nie?? ^^
Moje, moje, moje!!!!
Mama jest grubasem, ale niech dziubeczek rośnie ...
p.s. to tylko nieźle na zdjęciu wygląda, bo szeroka jestem jak nie wiem co .
Ale przepełnia mnie dzisiaj szczęście z powodu tej górki małej!!!!
Nie ważne, że fota komórką, ze brzydkie kolory... patrzę na nią dzisiaj chyba setny raz :)
Rety,rety!!!!! :):)
-
Utworzono: 2010-12-13
A ja rosnę i rosnę i będę wielkim Humbakiem ...
Oh!!!
Czy to normalne, aby po zamknięciu oczu wszędzie było jedzenie?
Może coś mi się przykleiło pod powiekami, bo słowo daję, jak nie ryba w pomidorach to gyros.
Podobno to źle.. podobno lepiej mieć mdłości i wymiotować, by w pierwszym trymestrze nie przytyć.. U mnie na 11 tydzień +4 kg.. ;( Jak tak dalej pójdzie to nie wiem w co będę się ubierać. Chyba w plandeki ciężarówek. Szukam i szukam sposobu na pochamowanie się, przecież moje Słoneczko nie potrzebuje jeszcze tylu kcal. Eh - humory się przez to strasznie wahają. Mój P. nawet nie wie już gdzie mykać... Biedaczek kochany, strasznie się stara, a ja naprawdę jestem okropną zołzą.
Po prostu psychicznie mi jest źle. Nie mogę patrzyć w lustro, mam zepsutą cerę chyba pierwszy raz w życiu ( nawet w okresie dojrzewania nie miałam pryszczy ;/ ) i wiecznie zmęczone oczy. Do tego pogoda za oknem... I On przede mną nadskakujący na każdą moją zachciankę.. Zrewanżuje mu się w końcu, jak to wszystko minie.
Najgorsze jest to, że uczucie ciężkości itd. rodzi się w mojej głowie. Mam nadzieję, że nie staje się powoli stuknięta... To Małe Bobo pewnie tam się podśmiechowuje, że ma matkę świruskę ;)
Jutro jadę do rodziców - nie wiem jak to wszystko wypadnie. 400 km pociągiem - czysta rozkosz ;] Umrę jak nic, albo zjem współpasażerów ze zdenerwowania i z poirytowania ;] Wezmę może laptop i jakieś filmy to minie szybciej. Chociaż nie spieszy mi się do powitalnego tekstu mojej Mamy : " Ojej, ale utyłaś... pilnuj się! " - wrrr zjem tą Babę kiedyś. Cholera jedna, najkochańsza ze wszystkich MAM :) :* Tęsknie, tęsknie jak nic za Nią, za Tatą i Braćmi.
Czuje się czasami za smarkata na założenie rodziny. Lekkomyślma, nieodpowiedzialna i córeczka mamusi. A tu ślub za pasem, Maluszek, który będzie potrzebował stabilizacji i bezpieczeństwa. Trzeba się wziąść w garść i odciąć się trochę od Wielkopolski mojej kochanej.
I wiecie co?? Kocham , KOCHAM spać!!!! Mogłabym to robić bez przerwy non stop ;) Wszędzie : w tramwaju, w metrze a nawet na ławce w parku - menelsko brzmi, ale prawdziwie.. ;)
Nie wiem jak ja wytrzymam narodzin kruszynki, już tak bardzo chciałabym ją przytulić i wziąść na ręce. Pewnie nie jeden i nie dwa razy da mi i P. w kość - ale to najcudowniejszy Nasz prezent od losu. Dzięki niemu poukładały nam się ścieżki w życiu, wiemy już czego chcemy..
Najważniejsze, by nic Małej Istotce nie brakowało.
Tata - czyli Paweł mówi do brzucha, czyta mu , śpiewa ( tak, to jest akurat straszne ). Widok jest bardzo rozczulający.
Przejął się rolą, naprawdę. Na studiach leci jak burza, aż go nie poznaję. Jestem bardzo dumna z Niego. Bardzo :)
Co do teledysku, a raczej początku rodzinnego - jej, jestem też czasami taka okropna dla Mojego. Jak On to znosi... kocha mimo wszystko??? ;)
-
Utworzono: 2010-12-05
" Moje serce jest pełne Ciebie" <3
"Kocham Cię już wiem
Jedno słowo a tyle mieści się
Kocham Cię już wiem
Jedno słowo cichy szept"Kocham Cię Paweł .
Kocham Cię mała Kruszynko we mnie.
Bez Was nie byłabym tym, kim jestem!
Nigdy nie byłam szczęśliwsza!
Me serce jest pełne WAS!
-
Utworzono: 2010-11-30
Pierwsze USG za mną ;) Mam moc!
RETY!!!! Widziałam! Widziałam moje MALEŃSTWO!!!!
Ale zaczynając od początku. Od wczoraj strasznie bałam się wizyty. Zdałam sobie sprawę, że w końcu mimo 9 tygodnia , nie miałam robionych żadnych badań i nie wiem nawet czy moje cudeńko siedzi sobie grzecznie w moim brzuszku. Dzisiaj rano przeżywałam apogeum wątpliwości przeplatanymi strachem. Ale jak wyszliśmy z Pawełkiem na świeże powietrze udając się autobusem, który szczęśliwie nie stał w korku - wszystko nabrało kolorów i postanowiłam iść dziarsko i nie myśleć za wczasu "co by było gdyby".
Jak się okazało później, wszystko przebiega dobrze.. no prawie. Standardowe badanie i próbka na cytologię ruszyło moją nadżerkę i krwawiłam gdzieś tam w środku - nie wesoło mi wtedy było. Jednak lekarz powiedział, że nie ma się czym przejmować. Wytłumaczył mi, że to normalne, że po prostu musiał naruszyć w celu wzięcia materiału do badania itd. Zaowocowało to ciśnieniem 80/140! - po trzykrotnym mierzeniu i spadku. Cóż... Panikara ze mnie nieziemska!
Następnie zrobił mi moje wymarzone USG! Dopochwowe niestety, bo za wcześnie na normalne. I co? I JEST! Mała gadzinka, która śmiesznie podskakiwała! Widziałam Główkę i prawdopodobnie kończyny :) Maleństwo ma 2,4 cm i jest najpiękniejsze na świecie ( mimo, że fizycznie dużo nie widziałam, to w myślach znam caly dokładny obraz ). Dostałam tez zdjęcie, takie male niesety - i jakieś pomiary zasłoniły prawie wszystko, ale lekarz stwierdził, że ok. 20 grudnia ( bo wtedy kazał mi iść na szczególowe USG te przed 12 tyg. ) będzie i jakość bardzo dobra i rozmiar przyzwoity i Dzidziuś więcej będzie miał do pokazania :) Z całych tych wszystkich emocji, a przede wszystkim z zachwytu nie zapytałam gina o serduszko! A on też nic nie mówił. I teraz pozostaje mi tylko mieć nadzieję, że wszystko jest dobrze.. Może sprzęt na to nie pozwalał?? Nie mogę się doczekać końcówki grudnia!
A pozaaa tym :
- dostałam opierdziel, że przytylam 4 kg w momencie rzucenia palenia, że jak tak dalej pójdzie to będe ważyła na koniec 100 kg ;/
- dostałam opierdziel za palenie, mimo, że nie wiedziałam o ciąży - stwierdził, że sama sobie przesrałam i będę jeździła z dzieckiem po różnych alergologach itepe. jak nie gorzej,
- powiedział, ze okres 20% poronień mija dopiero po 12 tyg. i że nie powinnam mieć mega wielkiej pewności, że wszystko będzie dobrze ----- co dla mnie w ogóle jest jakąś niedorzecznością. Jak ginekolog może tak mówić? Ja rozumiem, że jest niewielkie jakieś ryzyki, ale ludzie, trzeba być dobrej myśli nie??
- zlecił mi maaaassssęęęęę badań, które równają się wielkiej igle i strzykawce i pobieraniu krwi blehhhh - na to byłam akurat przygotowana. Mimo tych wszystkich skrótów, ja osobiście nie wiem co on tam hieroglifami zapisał ;]
-----------------
A w ogóle to jestem najszczęśliwszą osobą na świecie ! Tak bardzo przepełniona miłością!!!!
Mogłabym zostać Supermenką!! :D
-
Utworzono: 2010-11-23
Wszystko na NIE!
Nie wiem co się ostatnio ze mną dzieje.
Nic mi nie pasuje, wahania nastrojów mam tak szalone, że samą mnie przerażają. I Pawelek jest teraz taki biedny, bo to jemu najbardziej się obrywa. Płaczę dosłownie o wszystko, o to, że zjadł mi nieświadomie pączka, o to, że nie ma u jubilera obrączek, które chcieliśmy na ślub, o to, że pogoda brzydka na dworze..
Nie chce mi się wychodzić, nie chcę iść do ludzi - nie chcę nikogo do siebie zrazic, a obecnie chodzę tak podminowana, że szkoda gadać. Może ma to związek z cyklem miesiaczkowym - normalnie, bylabym 2 dni przed nią. Chciałam porozmawiać z Asią, ale nie miała dziś czasu.
Posiedzę, pewnie samo przejdzie...
Chcę ma żagle... ehh
-
Utworzono: 2010-11-16
Mój Ангел О.К. ! ;)
Notkę zacznę od tego, że mój Brzuszek ma już 7 tygodni i 1 piękny dzień! Coraz większa ta Istotka!
Co to był za tydzień!
Pierwsze odwiedziny u przyszłych dziadków. Tak strasznie się tego obawiałam, a okazało się, że moja mama, mimo iż uważa, że to skandal robić ją 41-letnią babcią, w myślach i prawie w czynach robi pokoik dla swojego pierwszego wnuczka :) To niewiarygodne jak wielka zmiana może zajść w człowieku, który dowiaduje się o TAKIEJ nowinie. Odnosi się to do mojego Taty, który przez cały pobyt w domku rodzinnym chuchał i dmuchał na mnie :) Nawet 8letni braciszek przyjął całkiem nieźle to, iż już nie będzie rozpieszczanym "jenynakiem", tylko pojawi się ktoś młodszy, mniejszy i co tu dużo ukrywać, milion razy słodszy ! Poza tymi pierwszymi ich wrażeniami wszystko zeszło na poważne tematy ślubu. Zapowiada się wszystko po naszej myśli... Grudzień lub styczeń cywil, a za rok chrzciny z kościelnym - ach co to będzie za ślub... Wszyscy się cieszą, cała rodzina jest za Nami - a to bardzo ważne. Nigdy nie bylam szczęśliwsza.
Zdałam sobie srawę, że wszystko co kiedyś sobie wymarzyłam, jako mała dziewczynka... ta biała suknia, wielkie weselicho, korona na głowie, pierścionek zaręczynowy - te wszystkie dziecięce wyobrażenia i marzenia nie są wcale tak ważne. Liczy się miłość. Miłość do mojego < chyba już mogę napisać > narzeczonego, miłość do bliskich, którzy zawsze służą pomocą, dobrym słowem, aż w końcu największa i niewyobrażalnie wielka miłość do Maleństwa, które noszę pod sercem. Jeszcze nie przyszło na świat, a już Nas zmienia... Zmienia wszystkich dookoła, wszystkie plany podporządkowane są Dzieciątku.. To bardzo wzruszające , nie spodziewałam się, że aż tak bardzo odczuwa się wszystkie te emocje ... Wszystkie emocje naraz!
Na refeksje mi się zbiera, gdyż mam mega dużo czasu do rozmyślania. Zmieni się to jednak na dniach, albowiem.... Chyba wyjdę z siebie i stanę obok do marca. Z powodu Dzidziusia cała nasza Kapela musiała podjąć kroki co dalej.. zdecydowaliśmy, że musimy się spiąć i nagrac płytę do marca właśnie. Później niewiadomo jak to będzie, jeśli wszystko będzie jak teraz, jeśli zdrówko pozwoli i Maleństwu nie będzie to przeszkadzać to będę pracować nad materiałem dalej. Wypełni mi to chociaż te dni lenistwa, które rozciągają się przede mną :) A jeśli nie, cóż.. nagramy tę płytę i zrobimy sobie rok przerwy. Wiadomo, nie tylko kariera jest ważna. Najważniejsza jest rodzina. Swoją drogą, muszę się dowiedzieć lekarza, czy ciężarna Mama na scenie to w ogóle realny i bezpieczny ( dla dziecka ) obraz. Ja wytrzymam bez muzyki jeśli będzie trzeba.
Tak już na koniec wspomnieć musze o bardzo miłej niespodziance, która mnie spotkała. "kopnął" mnie zaszczyt ;) i otrzymałam "Listopadową nagrodę za bloga" - przyznam się szczerze, że zaskoczyło mnie to ogromnie. Nie miałam pojęcia o istnieniu jakiegokolwiek konkursu na ten temat - jeszcze nie przefiltrowałam całego portalu :) Ale pragnę napisac, że jest mi bardzo miło. Bardzo, bardzo !
A to linczek : http://blog.ebobas.pl/2010/11/16/listopadowa-nagroda-za-bloga/
P.s. Do Brzuszka : śniły mi się Twoje oczka Skarbie. Były wielkie, wesołe. Uśmiechały się całą tęczą barw. Wiem, że kiedy do Ciebie mówi Mama i Tatuś ( chociaż może jeszcze nas nie słyszysz ) czujesz nas, wiesz, że będziesz bezpieczny. Kochamy Cię strasznie i obiecujemy, że nigdy Ci niczego nie zabraknie, nigdy nie zabraknie Ci Nas, zawsze będziemy przy Tobie.
<3 ANIOŁKU :*
-
Utworzono: 2010-11-08
My Rock Baby!!
Będzie gitarzystką/ą po tatusiu??
Wyjącą/ym do księżyca wokalistką/ą po mamusi??
Perkusistką/ą po wujku??
Czy abstrachując od muzyki malarką/rzem po cioci ...
Wychowując się w takim środowisku pewnie złapie pewne nasze " nałogi " . Chciałabym bardzo... Moje Malutkie Rockowe Dzieciątko :)
***
Odliczając we wszystkie możliwe sposoby, wyszło mi, że jest to 6 tydzień ciąży. Czas straszliwie leci, już ponad tydzień od pierwszej wiadomości ---> dwóch kresek.
Przeczytałam dzisiaj, że ginekolog, do którego poszłam na pierwszą wizytę to fatalny "specjalista" , straszący chorobami, zagrożeniami ciąż. W jakim celu? Oczywiście po to, by pozyskiwać dużo PLN-ów. To przekonuje mnie do tego, by jeszcze poczekać z 2 tygodnie do wizyty, poszukać wiarygodnych opinni innych matek / znajomych o lekarzach prowadzących. Dociera do mnie , ze to bardzo trudne zadanie, które chyba zrzucę na barki mojego chłopaka :) Strasznie mnie wyręcza we wszystkim, nawet napiszę, że ma lepsze objawy ciąży ode mnie ;] Ja czuje się cudownie, poza lekkimi pobolewaniami podbrzusza ( podobno normalnymi, mam nadzieję.. ) i bólem piersi ( stały się ogromne!!! ) - On natomiast, ma mdłości, bóle głowy, wieczne zmęczenie . Biedaczek się boi , że będzie krzyczał z bólu przy porodzie .. Kochany empatyk <3 Bardzo, bardzo mi pomaga i wiem, że będzie najlepszym tatusiem pod słońcem dla naszej Marianki lub naszego Franka :)
Powoli zaczynam się bać kg, które pewnie przyjdą nim się obejrzę - patrząc na to, co się dzieje ostatnio. Dopiero połowa drugiego miesiąca, a mi już przybyły prawie 2 kg :( Brzuch też wyraźnie mam już zarysowany . Nie wiem czy to normalne. Podobno nie powinno się tyć do 3! Nie podoba mi się to , gdyż i tak bez ciąży ważę swoje 72 kg na 168 cm ;/ Teraz 74... potem 105??? Ehh... nie moja wina jednak, że mam apetyt jakbym szła na 10letnią wojnę bez pożywienia. Muszę zacząć się kontrolować, jednak nie chciałabym zabierać dziecku tego co potrzebuje..
Czy któraś z Was wie, jak ograniczyć swoje " mega obżarstwo " ??? Chętnie skorzystam z porady :)
Pozdrawiam Was kochane, zdrówka wszystkim Mamom i Im Szkrabom ślicznym :*
P.s. wczoraj byłam na beznadziejnym koncercie, gdzie beznadziejnie było zadymione - ostatni raz! Nie ma trucia Małej Gwiazdy Rocka :)
-
Utworzono: 2010-11-02
Pierwsze wiadomości :)
Dowiedziałam się o ciąży 3 dni temu. Wszystko jest niesamowitą nowością.
Wciąż zastanawiam się jak to jest możliwe, że w środku - we mnie, rośnie nowy człowiek, nowy mieszkaniec naszej Planety. Przecież nie czuję się inaczej niż zwykle, świadomośc natomiast mojego odmiennego stanu stawia przede mną nowe wyzwania.
22 lata - nie jest to za mało na ciążę. Nie, przy moim nastawieniu psychicznym, oczywiście równiez wiele ma tu pozytywnych aspektów nastawienie tatusia :)
Jak to się stało, hmm... Przypadek, szczęśliwy przypadek. Podobno terminowo trafię na córeczkę :) Bardzo bym chciała, by tak było. Jednak, gdy to będzie chłopczyk - nie mam zamiaru rozpaczać :) Nie wiem dlaczego, ale coś każe mi w środku uważać, że to będzie moja mała, śliczna Marianka. Czas pokaże.. będę dzielnie czekać :)
Nie wiem czy objawem ciąży jest przepełniajace szczęście, ale mam tak od miesiąca. Uśmiecham się na około mimo bolących strasznie piersi i czasami brzucha - podobno to całkiem normalne. Czuje się świetnie, czuję, że każdy mój ruch będzie bardzo ważny do rozwoju małej Kruszynki. Obiecalam, że już nigdy nie dotknę papierosa, alkoholu w ciąży. Zdrowe jedzonko, minimum konserwantów i całej sterty E-gówien. Muszę się tak wiele nauczyć, tak mało jeszcze wiem. Jednak będe kroczyć z nadzieją, że szybko naucze się wszystkiego ;) Nikt nie rodzi się od razu Matką .
Pierwsza wizyta u ginekologa zaliczona, powoli trzeba wybrać lekarza prowadzącego. Siedzę i przeglądam różnego rodzaju fora, wypowiedzi innych Matek odnośnie opieki lekarskiej. To nie jest najłatwiejsze zadanie. Wiem, że od tego zależy dalszy ciąg wydarzeń.
Kocham juz to moje Maleństwo :) I wierzę, ze wszystko się dobrze ułoży.
| Maj 2012 | ||||||
| PN | WT | ŚR | CZ | PT | SO | ND |
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||
Dla wszystkich małych amatorów czytania mamy nie lada gratkę – szybki konkurs...
















