rss wpisy: 84 komentarze: 183

Mamy oko

Jestem mamą. I mam oko na różne sprawy - te związane z dziećmi, z rodziną, z tzw. polityką prorodzinną. Będę o nich pisać tak, jak je widzę. Ten blog to takie "mamy oko" ;)
  • Utworzono: 2012-04-24

    Nie będą karać za unikanie szczepień?

    Posłowie i eksperci proponują, by z przepisów usunąć kary dla rodziców, którzy odmawiają szczepienia dziecka - donoszą dziś media. Jednak nawet jeśli z przepisów znikną sankcje, szczepienia nadal będą obowiązkowe.

     

    Skąd ten pomysł? Jest prawdą, że polskie przepisy są anachroniczne i pochodzą z poprzedniej epoki. To w PRL państwo stało na straży zdrowia małego obywatela, na rodziców nakładając obowiązek stawiania się - pod sankcją grzywny, albo innych kłopotów administracyjnych - w przychodni w wyznaczonych terminach szczepień. Jakiś czas temu rozmawiałam z naprawdę znanym immunologiem, który - oczywiście nie pod nazwiskiem - twierdził, że ta pozostałość PRL to błogosławieństwo dla zdrowia publicznego. Bo mimo iż mamy demokrację, rodzice nadal karnie stawiają się z dziećmi do szczepień. Dlatego Polska na tle innych krajów ma ciągle wysoki procent wyszczepionych dzieci. I np. nie dochodzi do fali zachorowań na odrę, z czym boryka się np. Wielka Brytania. Z drugiej jednak strony, przyznawał mój rozmówca, ta sytuacja nie może trwać w nieskończoność. Już w tej chwili rodzice mają prawo odmówić szczepienia lub negocjować z lekarzem rozłożenie szczepień w czasie. I korzystają z tego prawa.

     

    Być może sankcje zostaną wykreślone z prawa już niedługo, bo zarówno posłowie, eksperci jak i przedstawiciele Głównego Inspektoratu Sanitarnego są zgodni, że kary to przeżytek. Zamiast karać, trzeba promować szczepienia, rozmawiać z rodzicami na temat wątpliwości wokół szczepień, przedstawiać argumenty.

     

    Problem w tym, że spora - i rosnąca - grupa rodziców bardziej niż lekarzy wsłuchuje się w opinie przygodnych autorytetów, napotkanych zwykle w Internecie. Ruchy antyszczepionkowe również w Polsce przybierają na sile. Trzeba mieć nadzieję, że w tym starciu na argumenty przeważy dobro dziecka.

     

    Według danych GIS, w 2011 roku rodziców odmawiających szczepień swoich dzieci było 3 tysiące. Eksperci od dawna przestrzegają, że jeśli grupa dzieci niewyszczepionych przekroczy bezpieczny próg kilku procent, mogą nam grozić epidemie chorób zakaźnych, o których zdążyliśmy już zapomnieć.

  • Utworzono: 2012-01-13

    Co z tym ubezpieczeniem?

    Od początku roku w zasadzie nie ma dnia, w którym gazety i telewizje nie podawałyby informacji o tym, że komuś w aptece odmówiono realizacji recepty z refundacją, a od kogoś lekarz w przychodni zażądał dodatkowego dowodu ubezpieczenia.

     

    Co prawda, przepisy o refundacji leków mają być szybko zmienione (m.in. chodzi o to, by nie karać lekarzy za wypisanie recepty refundowanej pacjentowi, który jest nieubezpieczony), ale chaos zamiast się zmniejszać - raczej powiększa się z dnia na dzień. W ostatnich dniach aptekarze, niezadowoleni że z nich nie zdjęto groźby kar (finansowych), zapowiedzieli że nie będą wcale realizować recept z jakimikolwiek wadami.

     

    Po prostu, samo życie. Co więcej, część lekarzy zaczęła teraz drobiazgowo sprawdzać dowody ubezpieczenia (Gazeta Wyborcza opisała nawet przypadek, gdy jedna z lekarek zażądała od pacjentki mającej dowód opłacenia składki zdrowotnej, czyli tzw. druk RMUA, zaświadczenia z NFZ że składka rzeczywiście na konto wpłynęła).

     

    Przypominamy więc wszystkim rodzicom, że w myśl ustawy o świadczeniach zdrowotnych dzieci do 18. roku życia (a także kobiety w ciąży i matki w połogu) mają prawo do świadczeń zdrowotnych finansowanych z pieniędzy publicznych niezależnie od tego, czy mają ubezpieczenie zdrowotne, czy nie. To oznacza, że ani przychodnia ani szpital nie mają prawa odmówić leczenia w żadnym przypadku.

     

    Jeśli jednak w tym ogólnym zamieszaniu ktoś z was miałby problem z wyegzekwowaniem prawa do świadczeń zdrowotnych dla ciężarnej, matki w połogu lub dziecka - dajcie znać - najlepiej tu, na blogu mamy_oko. Zajmiemy się sprawą!

     

     

     

     

     

     

  • Utworzono: 2012-01-08

    Światełko do nieba - leeeeeć wysoko!

    Orkiestra będzie jeszcze grać ponad 2 godziny. Padnie rekord, nie padnie.... A czy to ważne? Kiedy 20 lat temu WOŚP zagrała po raz pierwszy nikt nie myślał o rekordach. Cieszyliśmy się - wszyscy, którzy kibicowali Owsiakowi, przeliczającemu zebrane pieniądze na liczbę maluchów, którym uda się uratować życie, że tak dużo jest.... pieniędzy, entuzjazmu, ludzi gotowych nie tylko wyjąć mniejszego lub większego grosza ale też chodzić w styczniową niedzielę i prosić innych, żeby otworzyli portfele.

     

    I te góry banknotów, jeszcze sprzed denominacji, które zliczali wolontariusze w studiu telewizyjnej "Dwójki". To było naprawdę duże przeżycie.

     

    Dwadzieścia lat później, to już pełen profesjonalizm. Samolot pożyczony przez lot, eskorta F-16. Ktoś powie - bajery, a nie dobroczynność. A ja mówię: dobroczynność z bajerem. Z uśmiechem, zabawą, z pompą. Z tą insulinową, i z tą polską, zawadiacką pompą, która niektórych drażni, a innych wprawia w zdumienie. Że też co roku to Światełko do nieba leci wyżej i wyżej. Orkiestry grają głośniej, a ci, którzy chcą pomagać a nie tylko kręcić nosem wpadają na coraz to nowe, szalone pomysły zbierania "dla dzieci".

     

    A mnie i tak najbardziej przekonują rodzice maluchów, którzy stają przed kamerą i mówią: - Gdyby nie sprzęt od Orkiestry, Wojtuś miałby 3 proc. szans na przeżycie. Wojtuś, Kuba, Amelka.... Ile dzieci śmieje się dziś, bo Owsiak zmobilizował prawdziwe pospolite ruszenie?

     

    Oby jak najwięcej dzieci dostało swoją szansę. Leć światełko, wysooooookoooo!

  • Utworzono: 2012-01-02

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Wszystkie dzieci mają prawo do refundacji!

    Dziś weszły w życie nowe zasady refundacji leków. I choć minister zdrowia zapewnia, że pacjenci w aptekach nie powinni mieć żadnych problemów z kupnem leków refundowanych, czyli takich za które częściowo płaci Narodowy Fundusz Zdrowia, zdarzają się miejsca, w których problemy są - bo lekarze odmawiają wypełniania nowych wzorów recept. To wiąże się bowiem z koniecznością sprawdzenia, czy pacjent jest ubezpieczony.

     

    Przypominamy więc, że kobiety w ciąży oraz w połogu oraz wszystkie dzieci aż do 18. roku życia mają taki sam dostęp do świadczeń medycznych finansowanych z pieniędzy publicznych jak osoby ubezpieczone. Mówiąc wprost: nawet, jeśli nie mają żadnego tytułu do ubezpieczenia zdrowotnego, i tak należą się im leki refundowane! Prawo to przysługuje osobom, które należą do dwóch wymienionych grup, mieszkają w Polsce i mają polskie obywatelstwo - wynika z art. 2 ust. 1 pkt 3 ustawy z 27 sierpnia 2004 r. o świadczeniach opieki zdrowotnej finansowanych ze środków publicznych (DzU z 2008 r., nr 164, poz. 1027).

     

    Przychodnie i apteki znają prawo, ale warto wiedzieć, na jaki przepis się powołać, by w tych dniach - gdy panuje tak duże zamieszanie wokół leków, nie musieć płacić za wykup przepisanych medykamentów znacznie więcej, niż powinniśmy.

  • Utworzono: 2011-10-24

    Co może tata?

    Są różni ojcowie, i są różne matki. Różne są wreszcie sytuacje życiowe, rodzice się rozstają, dziecko pozostaje - wspólne. Muszą o tym pamiętać oboje rodzice. Utarło się, że ci "gorsi", z gorszą pamięcią, ze skłonnością do zapominania o dziecku, o obowiązkach wobec niego, o tym że jest ono wspólne są właśnie ojcowie. I pewnie sporo jest takich negatywnych przykładów - nie płacą, nie interesują się, nie odwiedzają...

     

    Ale dziś nie o tym. W Gazecie Wyborczej przeczytałam tekst o ojcu, który chce się zobaczyć z dzieckiem. A gdy matka mu to uniemożliwia - przedstawiając w sądzie zaświadczenia, że dziecko choruje, chce dowiedzieć się, co jest jego dziecku. I w przychodni - finansowanej z publicznych pieniędzy - słyszy w rejestracji: "Jedynie matce można wydać dokumentację. Nie znam prawa, ale takie są zasady". Rzeczywiście, pracownik przychodni prawa nie zna. Bo ojciec ma prawo zapoznać się z dokumentacją medyczną dziecka - ma takie samo prawo, jak matka.

     

    Źle się dzieje, jeśli dziecko przestaje być podmiotem, osobą, a staje się kością niezgody - przedmiotem, rozgrywanym między rodzicami. Przedmiotem, który jedna strona zawłaszcza zapominając, że nie na tym polega bycie matką, bycie rodzicem.

     

    A wy co o tym sądzicie?

     

     

     

  • Utworzono: 2011-09-15

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Serial przedszkolny trwa

    Nowe zasady opłat za przedszkola nie przestają budzić emocji. Samorządowcy zaczynają się zastanawiać nad podjętymi niedawno uchwałami. Rada Warszawy ma w najbliższym czasie uchwalić nowe zasady opłat za przedszkola: szósta godzina gratis, zniżki dla rodzeństwa i jedna stawka (2,6 zł) za godzinę - zamiast skomplikowanego systemu dwóch stawek, w zależności od godzin.

     

    Opłatom w publicznych przedszkolach zaczął się przyglądać Urząd Ochrony Konkurtencji i Konsumenta - pisze o tym dzisiejsza "Rzeczpospolita" . Urząd bada, czy gminy nie nadużywają pozycji dominującej wobec konsumentów i podpowiada, że rodzice - niezadowoleni z zasad odpłatności za przedszkola - powinni skorzystać z możliwości zaskarżenia do sądu administracyjnego uchwały rady gminy wprowadzającej bezprawne ich zdaniem opłaty.

     

    Najważniejsze to mieć świadomość, że uchwała radnych gminy nie jest dana raz na zawsze. Jeśli są podstawy, można i trzeba walczyć o jej zmianę. Np. wówczas, gdy radni wprowadzają opłatę za godzinę w wysokości 6,5 zł, jak w Swarzędzu. Są granice absurdu, i warto o tym przypominać tym, którzy podejmują decyzje.

     

  • Utworzono: 2011-09-08

    Rodzić na wesoło?

    Coraz więcej oddziałów położniczych decyduje się na uśmierzanie bólu porodowego podtlenkiem azotu (tzw. gazem rozweselającym). Usługa jest dostępna m. in. w Bydgoszczy, Wrocławiu, Zielonej Górze, Wałbrzychu, Łomży lub Krynicy-Zdroju. W szpitalach są jednak kłopoty z dostępem do zwykłego znieczulenia – pisze o tym „Rynek Zdrowia”.

     

    Podtlenek azotu, znany od wielu lat jako tzw. gaz rozweselający, jest uznanym, bezpiecznym dla matki i płodu środkiem o działaniu zmniejszającym odczuwanie bólu, lęku i niepokoju, lekko euforyzującym i podnoszącym próg bólowy.

     

    Pacjentka samodzielnie steruje swoim „znieczuleniem” oddychając mieszaniną gazów przez indywidualną maskę i rozpoczynając inhalację przed nadchodzącym skurczem porodowym. Działanie gazu staje się odczuwalne po kilku wdechach i utrzymuje się przez kilka minut po zaprzestaniu podawania.

     

    Popularność gazu rozweselającego na porodówkach wzrosła w momencie, gdy pojawiły się problemy z refundacją przez NFZ znieczuleń przewodowych, a szpitale otrzymały reprymendę za pobieranie od pacjentek opłat za tę usługę. Podtlenek azotu jest zaś tani, w dodatku nie wymaga obecności przy porodzie anestezjologa. Szpital więc oszczędza. A rodząca?

     

    Większość szpitali nie podaje znieczulenia na żądanie, mimo że kobieta ma do niego prawo. Ministerstwo ma ponoć przygotować zasady postępowania medycznego i opracować model opieki nad rodzącą, która źle znosi ból porodowy… Póki co, trzeba chyba polegać na tzw. głupim jasiu. Co wy o tym sądzicie?

     

  • Utworzono: 2011-09-06

    Marysiu... Marysiu...

    Chwila przerwy na kawę, rzut oka na portal z informacjami. A tam wiadomość, że policja szuka 10-letniego Michała, chorego na autyzm. Na szczęście, zanim skończyłam kawę dopijać, pojawiła się kolejna wiadomość, że chłopca już odnaleziono. Już, czyli po kilkunastu godzinach od zaginięcia, bo Michał oddalił się z domu dziadków wczoraj ok. godziny 20.

     

    Może nie zwróciłabym uwagi na tę informację - w końcu wszystko się dobrze skończyło - gdyby nie przedziwny splot okoliczności. Właśnie wysłuchałam opowieści koleżanki z ostatniego, weekendowego spaceru w warszawskich Łazienkach.

     

    - Miałam ochotę walnąć się na ławkę (koleżanka uprawia z dużym zaangażowaniem Nordic Walking) i skorzystać z pięknego słonka. Ale zanim zdążyłam plan zrealizować, usłyszałam jak w pobliżu jakiś głos cicho nawołuje: - Marysiu... Marysiu... Marysiu - relacjonuje koleżanka. Rzut oka na okolice skąpanej w słońcu ławeczki pozwolił ustalić, że głos należy do kobiety po 50-tce, która z narastającym obłędem w oczach chodziła dookoła, nawołując Marysię.

     

    -  Domyśliłam się, że szuka dziecka. Ciśnienie mi się podniosło, bo ciche nawoływanie i kręcenie się po okolicy, w której nie widać dziecka jest raczej kiepską metodą na znalezienie zguby - wnuczki, jak się okazało. Kobieta przyznała się, że dosłownie na chwilę położyła się na ławce. Ta chwila musiała jednak trwać dość długo, bo gdy podchodziliśmy do naszej ławeczki, pani spała w najlepsze. Zaproponowałam, żeby poszła dalej szukać dziecka, a przede wszystkim - żeby zawiadomiła strażników parkowych - a ja poczekam na Marysię na ławce. W poszukiwania dziecka (od osób siedzących nieopodal dowiedziałam się, że dziecko ma pluszaka) zaangażował się też mój przyjaciel. Gdy już wydawało się, że babcia nie wróci z Marysią, pojawiły się obie w oddali. Zdziwiłam się, bo mała Marysia - z daleka - wyglądała na całkiem dużą dziewczynkę, siedmio, może nawet ośmioletnią. Takie dzieci raczej dają sobie radę z odnalezieniem opiekuna. Gdy podeszły bliżej... zobaczyłam, że Marysia ma Zespół Downa... Babci powiedziałam oględnie, że opiekując się dzieckiem nawet na chwilę  nie można zasnąć. Chciałam powiedzieć znacznie więcej...

     

    Tak się mi te obie sprawy, Michała i Marysi skojarzyły... Wiadomo, że dziadkowie kochają dzieci bardzo. Ale czasem - może zwłaszcza w przypadku dzieci nie w pełni sprawnych - nie do końca wiedzą, co znaczy opiekować się dzieckiem. A przecież każdy rodzic dziecka z autyzmem czy inną niepełnosprawnością intelektualną wie, że pociecha samodzielnie może nie odnaleźć drogi powrotu. Zaś dzieci w pełni zdrowe - cóż, z nich też oka spuścić nie można, bo nie mają najmniejszych problemów z oddaleniem się.

    Jeśli mamy szczęście, i nasze dziecko ma kochających dziadków - powierzajmy im opiekę nad nim. Ale wcześniej upewnijmy się, czy dziadkowie wiedzą, czego się podejmują...

  • Utworzono: 2011-07-11

    Nikt nie skomentował jeszcze tego wpisu. skomentuj

    Karać za odmowę szczepień?

    Jestem wielką orędowniczką szczepień. Wśród koleżanek, znajomych, rodziny propaguję szczepienia nie tylko obowiązkowe, ale również te, za które większość rodziców musi płacić (choć, jak się okazuje, można w wielu miejscach kraju skorzystać również ze szczepień opłaconych przez samorządy). Wierzę w medycynę, w postęp nauki i w to, że trzeba korzystać z możliwości ochronienia dziecka przed niebezpiecznymi mikrobami. Gdyby to było możliwe (choćby ze względów finansowych) postulowałabym rozszerzenie kalendarza szczepień o szczepienia, które w wielu krajach uważane są za standard – przeciw pneumokokom czy ospie wietrznej.

     


    Z niepokojem obserwuję dane pokazujące, że w Polsce rośnie liczba dzieci, które nie są szczepione. Część wypada z grafika szczepień ze względu na niedbalstwo rodziców i niefrasobliwy sposób organizacji opieki pediatrycznej. Jednak spora – coraz większa – grupa to dzieci, których rodzice w szczepienia nie wierzą, wręcz – boją się ich. To efekt działalności ruchów antyszczepionkowych, silnych w USA i w Europie Zachodniej. Ruchów, bazujących często na pseudonaukowych doniesieniach o szkodliwości szczepień.

     


    Zdrowy rozsądek podpowiada, że im większa będzie grupa dzieci niezaszczepionych, tym większe niebezpieczeństwo czyha na dzieci szczepione, ale z obniżoną odpornością (trzeba pamiętać, że żadna szczepionka nie chroni przed zachorowaniem w 100 procentach). Na Wyspach Brytyjskich w ostatnich tygodniach donoszono o epidemii odry, choroby która już dawno nie zbierała takiego żniwa jak teraz. Choroby niegdyś uważane za dziecięce, łagodne dziś – w krajach, gdzie populacja dzieci niezaszczepionych przekracza 10 procent – zaczynają pokazywać drugie oblicze: wirusy stają się bardziej złośliwe a choroba przebiega z komplikacjami.

     


    Pytanie, jak przekonać nieprzekonanych, uspokoić wątpiących czy pełnych obaw rodziców, którzy w Internecie przeczytali budzące grozę doniesienia, że po szczepionkach dzieci zaczynają na potęgę chorować, a niektóre preparaty wręcz wywołują autyzm. Czy nakładanie grzywien na opornych „antyszczepionkowców” to dobra droga do zmniejszenia grupy dzieci nieszczepionych? Mimo niewątpliwie słusznych intencji organów epidemiologicznych, mam wątpliwości. A wy, co o tym sądzicie?
     

  • Utworzono: 2011-06-01

    Te wspaniałe "Bobasy"...

    Na moim blogu nie piszę raczej recenzji filmowych, ale o tym filmie wspomnieć po prostu muszę, zwłaszcza dziś, w Dzień Dziecka, w święto naszych mniejszych i większych bobasów. Mowa oczywiście o filmie, który właśnie wszedł na ekrany. "Bobasy" mają znakomite recenzje - za świetne zdjęcia, ciekawe obserwacje, temat wdzięczny i wbrew pozorom nieoklepany. Za pracę, którą włożyła ekipa filmowa w podglądanie głównych bohaterów, którzy na oczach widzów rosną - jak to bobasy. Krótki zwiastun filmu pozwala sądzić, że zachwyty nie są przesadzone.

     

    Ciekawe są jednak przede wszystkim wnioski, tak oczywiste, że gdzieś umykające: dzieci na całym świecie, wychowywane w diametralnie różnych warunkach, do szczęścia potrzebują tego samego. Bawią się najlepiej najprostszymi zabawkami. Tak samo się rozwijają, tak samo się śmieją i tak samo płaczą - najczęściej z tych samych powodów. Powiedzenie, że "wszystkie dzieci nasze są" ma w sobie coś bardzo prawdziwego. Tylko co my z tą prawdą robimy?

     

<img src="http://static.ebobas.pl/img/main/control_prev.gif" class="img_paginator" alt="" />
123456789
Maj 2012
PN WT ŚR CZ PT SO ND
  01 02 03 04 05 06
07 08 09 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      

Zapraszamy do rejestracji w portalu eBobas.pl

Dlaczego warto dołączyć do społeczności eBobas.pl:

Załóż konto

Posiadasz już konto? Zaloguj się!